Moje własne szczęscia

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy moich znajomych

Dziś tylko filmik. I to nie taki szkoleniowy. To tylko krótka dokumentacja utrzymana w pozytywnym tonie, bo inaczej z psami się nie da:)

Warto zobaczyć, że i ze schroniskowymi Czterołapami da się pracować.
Dzielę się tym raczej jako prywatnymi wspomnieniami.

Ale na razie tyle musi Wam wystarczyć:P

11.03.2011 o godz. 21:01
Kiedy decyzja jest już podjęta przed nami kolejny etap. Trzeba się zastanowić skąd wziąć swojego Czterołapa. Opcji jest kilka: schronisko, hodowla, szczeniaki z targowiska, od znajomego.. Każda z tych opcji ma swoje zalety i wady z wyjątkiem jednej, która ma same wady;)

Szczeniaki z targowiska.

Niejednokrotnie każdy z nas widział szczenięta sprzedawane na targu bądź na ulicy. Urocze psiaki działają na wrażliwe osoby i nierzadko ktoś podejmuje decyzję, żeby nabyć takiego zwierzaka, szczególnie, że jego cena jest bardzo niska.

Nie jest to rozsądne.

Psy sprzedawane w ten sposób prawie zawsze pochodzą z ferm szczeniąt, w których zwierzęta są traktowane jak rzeczy i „produkowane hurtowo”. Co to oznacza? Suki przetrzymywane są w klatkach, złych warunkach, często głodne, chore i zaniedbane żyją w ciągłym stresie, nie mają przerw w rozrodzie, co bardzo nadszarpuje ich zdrowie. Wiadomo już, że szczenna suka powinna jak najmniej się denerwować, ponieważ wpływa to na jeszcze nienarodzone szczeniaki, co z kolei ma związek z agresją. Ponadto ludzie rozmnażający w ten sposób zwierzęta nie są zaznajomieni z ich potrzebami fizycznymi ani psychicznymi, czyli nie przystosowują młodych psów do życia z innymi ludźmi i psami oraz w nowym środowisku. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że takie zwierzęta będą przejawiać problematyczne zachowania lękowe, na których tle może się rozwinąć agresja.
Nie znany jest również rodowód takiego psa, a więc nie można w żaden sposób przewidzieć jego zaplecza genetycznego, co za tym idzie - jego charakteru. Istnieje więc ryzyko, że rozmnażane są psy agresywne, lękliwe lub z chorobami genetycznymi.
Kupując takiego zwierzaka popieramy cały ten proceder hodowli „towaru” wyłącznie dla zysku. Sami siebie obciążamy ogromnym ryzykiem, także finansowym, bo najczęściej na leczenie takiego psa wydajemy znacznie więcej niż przeciętnie. W rezultacie to, co oszczędzamy na jego kupnie, wraca do nas z nawiązką, nie tylko finansową, ale i emocjonalną. Nie rzadko chorując pies cierpi a razem z nim jego opiekun.
Ci, którzy są zainteresowani losem zwierząt, widząc taką sytuację powinni zawiadomić odpowiednie służby, aby te sprawdziły, jak wyglądają warunki, z których pochodzą szczenięta. Tu nie chodzi tylko o nielegalną sprzedaż, ale o świadome krzywdzenie psów.

Podobną sytuację stwarzają osoby bezmyślnie rozmnażające swoje psy, które wciąż mają w głowach mit o tym, że suka powinna raz w życiu mieć szczenięta. Nie jest to prawda! Ciąża urojona jest zaburzeniem hormonalnym, któremu zapobiegnie sterylizacja, po której już nigdy nie zobaczymy u suki oznak niespełnionego macierzyństwa. Inaczej jest u ludzi. Kobieta może nie mieć możliwości zajścia w ciążę, ale nie wyklucza to jej chęci posiadania dzieci, to jednak zawsze daje o sobie znać.
Oczywiście psy rozmnażane w domu także obarczone są pewnym ryzykiem, zwłaszcza genetycznym, bo w kwestii psychicznej, to zwykle traktowane są „po ludzku”, co jednak nie oznacza, że prawidłowo. Mimo wszystko osoba, która nie zna się na hodowli nie powinna się brać za rozmnażanie zwierząt. Może narobić tym więcej szkód, niż pożytku, szczególnie wtedy, kiedy na młode nie znajdzie się nabywca.. Codziennie wiele szczeniąt jest brutalnie zabijanych, bo „nie ma co z nimi zrobić”. Tylko czyja to wina?

Podobnie jest z pseudohodowcami, których od prawdziwych hodowców rzekomo różni jedynie brak rodowodowych szczeniąt. Jest to kolejna bzdura. Tak naprawdę – nie odstają wiele od Waszych znajomych, którzy nie mają wiedzy na temat hodowli. Wbrew pozorom, to również są ludzie, albo nieodpowiedzialni albo, paradoksalnie sprzedający szczenięta dla zysku. Paradoksalnie, gdyż cena tych psów nie jest zwykle wysoka. Takie zwierzęta nie mają jednak żadnych badań (bo to dodatkowy koszt), suki rozmnażane są z byle którym samcem (bo dobry - nie agresywny, nie lękliwy i zdrowy reproduktor - to koszt), nie żywi się ich odpowiednio (bo jakościowa karma to koszt), nie poddaje stymulacji umysłowej (bo brak odpowiedniej wiedzy na ten temat), ani socjalizacji (bo także brak wiedzy). Wiecie już, czym to grozi.

Jeśli psu Waszego znajomego zdarzy się wpadka i wiecie, że będzie miał szczeniaki, a chcecie mieć psa, dobrym pomysłem jest wzięcie zwierzaka od niego. Chodzi o to, żeby zapewnić psiakom dom i poradzić, żeby wysterylizowano suczkę/wykastrowano psa. Ale nie powinno się to powtórzyć.

Jeszcze raz powtórzę – kupowanie psa z nieprofesjonalnego źródła jest bardzo nierozsądne. W statystykach problemów behawioralnych najczęściej znajdziemy psy pochodzące z sklepów zoologicznych (które biorą szczenięta od nie znających się na psach ludziach, pseudohodowców i ferm szczeniąt) (Serpell i Jagoe, 1955).

Istnieją trzy miejsca z których warto adoptować psa. Są to stowarzyszenia pomagające konkretnym rasom, schroniska oraz profesjonalne hodowle. Dlaczego? O tym w następnym artykule:)

Za przerwy w pisaniu przepraszam, ale nie miałam pewien czas Internetu, ze względu na remont w domu;)
03.03.2011 o godz. 11:04
Może nie jest to zbyt tematyczne, bo pisałam przez kilka artykułów o tym, jak każdy z nas powinien się przygotować, aby stać się odpowiedzialnym i świadomym (czyli przygotowanym na wszelkie negatywne niespodzianki) właścicielem psa.

A jednak dziś chciałabym opisać moje wrażenia z seminarium naukowego na którym byłam w weekend 15-16 stycznia. Sporo czasu już minęło i minęłoby go więcej, gdyby nie decyzja o tym, że mój następny temat może poczekać jeszcze chwilkę.

Seminarium było prowadzone przez włoską trenerkę Alexę Caprę, która specjalizuje się w pracy z psami agresywnymi. Jej wykład dotyczył rehabilitacji tych zwierząt. To czego się dowiedziałam, było dla mnie niekiedy zaskakujące. W każdym razie cieszę się, że nawet dla pozornie najbardziej problemowego psa jest możliwa pomoc.

Alexa mówiła po angielsku, ale dla osób nie znających tego języka, jej słowa tłumaczono, bardzo dobrze z resztą, na polski. Dzięki temu nauczyłam się kilku słów, których jeszcze nie znałam;) i był czas na robienie dokładnych notatek, które mam w wersji elektronicznej i zamierzam je wykorzystać pisząc Wam w niedalekiej przyszłości na temat agresji właśnie.

Mimo, że po raz pierwszy uczestniczyłam w takim zjeździe to oceniam go bardzo pozytywnie. Obok mnie siedzieli ludzie na co dzień zajmujący się psami: trenerzy, behawioryści, hodowcy a także właściciele psów. No i tacy jak ja - aspirujący na trenerów i behawiorystów;) Co mnie miło zaskoczyło, to fakt, że wszyscy oni są bardzo życzliwi i pomocni.

Mieliśmy zapewnioną przepyszną przerwę obiadową. Była też kawa, herbata i ciastka. Dużo ciastek ;D

Jestem bardzo usatysfakcjonowana stroną organizacyjną jak i merytoryczną. I już się nie mogę doczekać następnego seminarium, a te już w marcu!

A teraz ciekawostka:
czy wiedzieliście, że psy najwyższy poziom agresji przejawiają w wieku 2-3 miesięcy? A to przecież jeszcze urocze szczeniaki! Co więcej, jedno z najgroźniejszych drapieżniczych zachowań, czyli gryzienie z szarpaniem, jest jednym z pierwszych u psa i pojawia się już w ok. 3 tygodniu jego życia?
Czy to znaczy, że mamy się bać psów, bo już jako szczenięta przejawiają mordercze skłonności? Oczywiście, że nie - one wtedy prawdopodobnie nawet nie wiedzą, co robią;) Za to można zobaczyć, że dorosłe psy uczą się samokontroli, a od siebie dodam, że my odgrywamy bardzo ważną rolę w tej nauce:)

Organizatorem seminarium była Fundacja Psia Wachta:)

PS. I mam teraz pierwszy dyplom do powieszenia na ścianie;)
06.02.2011 o godz. 19:06
Dziś kolejny wpis odnośnie zwierzęcej tragedii. Tym razem jacyś idioci zdecydowali się zabawić i podpalić kojec w którym na łańcuchu (!) siedział pies. Nie dość, że zwierzak miał warunki bytowe wołające o pomstę, to jeszcze miał go czekać taki okrutny koniec.
Na szczęście psiaka udało się uratować. Pomaga mu Fundacja Mrunio, która finansuje jego leczenie. Niestety, jak wiadomo, pieniądze nie rozmnażają się same i wciąż ich brakuje. A rehabilitacja poparzeń jest długo i kosztowna.

To dobra okazja dla tych, którzy uważają, że elektroniczne podpisanie petycji to za mało, a przygarnięcie do domu psa - za dużo.

Wejdź pod ten link i kup na aukcji ciegiełkę za jedyne 5zł!!!

Każda pomoc jest ważna, nawet ta najmniejsza..
22.01.2011 o godz. 10:54
Kiedy już wiecie jakich rozmiarów ma być Wasz pies, jaką ma mieć sierść i charakter i dokonaliście już wyboru konkretnej rasy, dowiadując się o niej wszystkiego, co tylko możliwe, czas przygotować się technicznie. Można to też zrobić wcześniej;)

W Internecie znajdziecie mnóstwo serwisów i forów, które pomogą Wam w wychowaniu psa. Mimo wszystko, moim zdaniem absolutnymi niezbędnikami w domu każdego właściciela psiaka powinny być książki:
„Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”, Pameli Anderson (39.90zł), lub podobna, traktująca o szkoleniu metodami pozytywnymi, w tym klikerowymi np. internetowy skrypt książki Barbary Waldoch pt. „Pozytywne szkolenie psów”, który znajdziecie pod tym linkiem :)
„Sygnały uspokajające: jak psy unikają konfliktów”, Turid Rugaas (ok. 20.00zł; książka jedyna w swoim rodzaju, która pomoże zrozumieć mowę ciała Twojego psa)

Pomocniczo polecam:
„Nauka czystości psa dla żółtodziobów”, Liz Paliki (19.90zł)
„Mój pies ciągnie na smyczy. Co robić?” Turid Rugaas (30zł)
„Aria, do mnie!”, Jacka Gałuszki (14.90zł)
„Dominacja u psów: prawda czy mit”, Barry’ego Eatona (25zł), który przystępnie wyjaśnia dlaczego teoria dominacji to jedna wielka bzdura, oczywiście, jeśli jeszcze w to nie uwierzyliście;)

Teoria zawsze jest prostsza niż praktyka, dlatego w razie problemów można poszukać pomocy u dobrego trenera (o tym jak go rozpoznać jeszcze napiszę;)), na pozytywnym forum internetowym np. klikerowo.fora.pl , u mnie na stronie czy też pisząc do mnie maila:)

Bez wiedzy nie można się obejść. Dla pocieszenia dodam, że wszystkie książki z wyjątkiem pierwszej są cieniutkie, a informacje są proste i łatwe do zapamiętania, natomiast satysfakcja z korzystania z nich - niesamowita:)

Oprócz książek trzeba się jeszcze przygotować na wydatki typu posłanie, smycz, obroża, adresówka, kaganiec, kliker, saszetka na smakołyki, dwie miski (na wodę i jedzenie), grzebień i/lub szczotka do czesania oraz zabawki, nie wspominając o oczywistym weterynarzu.

18.01.2011 o godz. 12:40
Uniwersytet w Kolumbii Brytyjskiej przeprowadził badania, dzięki którym jesteśmy w stanie przewidzieć zachowanie danego psa biorąc pod uwagę jego rasę. W badaniu tym 98 specjalistów zajmujących się psami oceniało ich zachowanie przy użyciu 22 cech. Po analizie statystycznej wyróżniono 5 wymiarów zachowania, których nasilenie różni się między poszczególnymi grupami ras.

Wymiary te to:
- inteligencja i zdolność uczenia się
- dominacja i terytorializm
- towarzyskość
- reaktywność emocjonalna
- poziom energii


Inteligencja i zdolność uczenia się są rozumiane jako łatwość w rozwiązywaniu problemów oraz podatność na szkolenie. Ludzie bardzo często chcą mieć inteligentnego psa, uważając to za coś pozytywnego. Niewłaściwe zrozumienie konsekwencji wiążących się z posiadaniem inteligentnego psa prowadzi często do niezadowolenia właściciela i/lub unieszczęśliwiania zwierzaka. Psy inteligentne potrzebują dużo stymulacji umysłowej, która polega na poznawaniu nowych miejsc, nowych osób, psów, rozwiązywaniu problemów, a więc umysłowych zabaw czy stawianiu wyzwań, jakim może być szkolenie metodą kształtowania. Psy inteligentne uczą się szybko, ale w połączeniu z wysoką reaktywnością emocjonalną mogą być naprawdę trudne w wychowaniu. Znudzone będą szukać sobie zajęć, które nie spodobają się właścicielowi. Inteligencja danej rasy jest też powodem stawiania przez ludzi nierealnych oczekiwań wobec psa, np. pojmowania ludzkich zasad, czy nauki zachowań w sposób przekraczający możliwości zwierzęcia. Co więcej, pies inteligentny szybciej będzie się też uczył tego, czego nie chcemy aby umiał.
Oczywiście fakt, że pies nie jest inteligentny nie oznacza, że jest to pies który nie ma możliwości zrozumienia tego, czego od niego oczekujemy. Przypominam, że nawet płazińce uczą się dzięki warunkowaniu, tylko, że wolniej niż by nauczył się tego np. królik. Z psami jest podobnie. Psy inteligentne potrzebują raczej doświadczonego opiekuna, albo przynajmniej takiego, który będzie chciał poświęcić czas na edukowanie się w zakresie opieki nad wymagającym zwierzęciem. A nie zawsze jest to proste.

Dominacja i terytorializm opisują pewność siebie psa oraz skłonność do pilnowania terenu uznanego za własny.
Użycie słowa dominacja nie jest najszczęśliwszym wyborem. Dalej często kojarzy się ono z pseudonaukową teorią dominacji zakładającą, że każdy pies chce zdominować swojego opiekuna, podczas gdy tak naprawdę pies dominujący nie istnieje. Obecnie słowem „dominacja” opisuje się skutek danej interakcji między psami, a nie cechę osobniczą. Oznacza to, że dany pies w jednej sytuacji może zdominować innego psa, a w drugiej podporządkować się mu. Dlatego lepiej używać określenia „pewność siebie”.
Zbyt duża pewność siebie psa i jego terytorializm mogą być problemowe dla właściciela, zwłaszcza, że wysokie nasilenie tych cech i niewłaściwe wychowanie mogą powodować agresję. Zbyt małe - lękliwość.
To dlatego właśnie początkującym psiarzom odradza się wprowadzanie do swojego domu psów do walk, obronnych, stróżujących czy w typie szpica, które w rankingu określone są jako psy wysoce pewne siebie oraz terytorialne.

Towarzyskość opisuje to jak chętnie psy przebywają w towarzystwie innych psów i ludzi. Znów może się wydawać, że towarzyski pies to szczyt marzeń każdej rodziny, a jednak nie zawsze tak jest. Warunkiem adoptowania towarzyskiego psa jest możliwość poświęcenia mu dużej ilości czasu, w przeciwnym razie unieszczęśliwimy naszego podopiecznego. Ludzie bardziej zapracowani powinni szukać psów o umiarkowanie niskim bądź niskim nasileniu tej cechy.

Reaktywność emocjonalna oznacza szybkość zmiany stanu emocjonalnego psa, czyli to jak szybko się pobudza i uspokaja. Psy o wysokim nasileniu tej cechy mogą być trudne do opanowania i dla niedoświadczonego przewodnika lub słabego obserwatora nieprzewidywalne. Plusem jest to, że równie szybko się uspokajają. Niską reaktywnością emocjonalną cechują się np. psy stróżujące. To dobrze, ponieważ potrzebują dużo czasu, żeby zareagować agresją, z drugiej strony – równie dużo, żeby się uspokoić.

Poziom energii psa to cecha wielowymiarowa. Psy o jej wysokim poziomie mogą np. ciągnąć na smyczy czy wyrywać smakołyki z ręki - generalnie są bardzo aktywne. Powinny się znaleźć w rękach osoby, która będzie potrafiła i miała cierpliwość uczyć ich kontrolowania własnego zachowania.

Oczywiście, opis cech niewiele Wam mówi o wyborze psa. Poniżej znajdziecie wykaz grup psów skategoryzowanych pod względem tych 5 wymiarów zachowania. Badacze opisali nasilenie cechy słowami „wysoka”, „umiarkowanie wysoka”, „umiarkowanie niska”, „niska”. Ze względu na cechy osobnicze, które mogą podwyższać lub obniżać nasilenie danej cechy, co można próbować przewidywać wykonując testy psychiczne na psie oraz pytając hodowcę, podam Wam tylko grupy skrajne.

Grupy psów, które przyjęli badacze to:

- Aportery, wyżły, setery, spaniele, wszechstronne psy myśliwskie (psy myśliwskie)
- Tropowce, charty (psy gończe)
- Psy stróżujące, obronne, pociągowe i w typie szpica (psy pracujące)
- Teriery myśliwskie, psy do walk (teriery)
- Psy zaganiające, psy pasące (psy pasterskie)
- Psy towarzyszące (miniaturowe psy do towarzystwa)


Inteligencja i zdolność uczenia się


Nasilenie cechy:
A. Wysokie: psy pasące, aportery, psy zaganiające, psy obronne
B. Niskie: psy do walk, psy stróżujące, charty, tropowce

Pewność siebie i terytorializm

Nasilenie cechy:
A. Wysokie: psy do walk, psy obronne, psy stróżujące, psy w typie szpica
B. Niskie: tropowce, charty, psy pociągowe, psy towarzyszące

Towarzyskość
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: setery, tropowce, aportery, spaniele
B. Psy zaganiające, obronne, psy do walk, charty

Reaktywność emocjonalna
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: wyżły, setery, wszechstronne psy myśliwskie, psy pasące
B. Niskie: psy towarzyszące, stróżujące, do walk, psy pociągowe

Poziom energii
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: wyżły, psy zaganiające, teriery myśliwskie, psy pasące
B. Niskie: psy stróżujące, charty, psy gończe, psy pociągowe

Jeśli wciąż nie jesteście pewni, czy dokonujecie dobrego wyboru zawsze możecie spytać o radę doświadczonego trenera lub behawiorystę. Pamiętajcie jednak, żeby uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy będę w stanie i jeśli tak, to na ile zmienić swoje życie, nawyki, mieszkanie, etc. dla psa? Bo jeśli coś ma unieszczęśliwić Was albo jego – wybierzcie innego, albo kupcie sobie kota. Tak będzie lepiej:)

Podaję Wam jeszcze link do ciekawego quizu znajdującego się na stronie PEDIGREE, który może być pomocny w dokonaniu wyboru psa.
17.01.2011 o godz. 18:56
Przyjęcie w progi swojego domu psa jest decyzją bardzo poważną i nigdy nie powinna ona zostać podjęta pod wpływem impulsu, kaprysu czy prośby dzieci. Niestety wielu jest dorosłych ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć tego, że zwierzę zagości w ich życiu przez długie lata, że będą musieli poświęcić mu swój czas, pieniądze a nawet zdecydować się dla jego dobra na pewne wyrzeczenia.
Wiele osób wciąż nie podchodzi do tego odpowiedzialnie, myśląc sobie, że jakoś to będzie. Dla człowieka owszem, ale to psu zwykle przychodzi zapłacić za głupotę swojego właściciela najcięższą karę.

Żeby dobrze wybrać psa nie wolno kierować się jego urodą. Rzeczywiście, ludzie to wzrokowcy, ale warto zajrzeć w głąb psiej głowy i dowiedzieć się, co się w niej kryje. Życie z ładnym i nieakceptowanym psem jest bardziej przykre dla niego i dla człowieka niż z tym psiakiem, który w konkursach piękności nie zwycięży, ale za to łatwiej będzie się z nim dogadać.

Na początek dobrze by było sobie ustalić pewne kryteria fizyczne według których będziemy dopasowywać do siebie psa.

Na pierwszy ogień powinniśmy się zastanowić, abstrahując od rasy, czy wolimy psa małego, średniego czy dużego?

Małe psy, jako bardziej kompaktowe;) są wygodne, jeśli chodzi np. o transport. Jednak nie jest dobrym pomysłem wybieranie małego psa, kiedy w domu są dzieci. Ich pomysły i niedelikatność mogą psiakowi mocno dać się we znaki. Wbrew pozorom mały pies może być dla dziecka bardziej niebezpieczny niż duży.
Z drugiej strony duże psy to duża siła i nie nadają się dla starszych ludzi, ponieważ mogą przewrócić i potłuc swojego właściciela. Trudniej też utrzymać je na spacerach, szczególnie jeśli sami musimy uczyć temperamentnego psa chodzenia na luźnej smyczy.
Wielkość psa ma również wpływ na koszty jego utrzymania. Im większy pies tym większy budżet jest nam potrzebny.
Średnie psy są generalnie najbardziej uniwersalne pod wyżej wymienionymi względami.

Wbrew pozorom metraż naszego mieszkania nie determinuje rozmiaru psa. O ile zapewnimy zwierzakowi odpowiednią ilość ruchu, rozrywki umysłowej i własny kąt to możemy trzymać w kawalerce i doga niemieckiego. W książce, nie pamiętam niestety której, oceniono, że największym problemem będzie jedynie logistyka;)

Kolejną cechą zewnętrzną naszego przyszłego Czterołapa jest jego sierść. Musimy zdecydować, czy wolimy psy o włosie długim czy krótkim. Oczywiste jest to, że im więcej kudłów;) ma na sobie pies, tym więcej ich znajdziemy na naszych ubraniach, dywanach, w powietrzu, a prędzej czy później i w świeżo otwartym kartoniku mleka. Rzecz jasna, rozrywkę na tym tle wzbogacą nam czesanie, strzyżenie i kąpanie (szczególnie psa umazanego błotem lub innym świństwem, który najpierw rozradowany przebiegnie nam pół domu, zostawiając wszędzie ślady swoich łap, zanim da się złapać i zaciągnąć do wanny, albo chociaż wytrzeć) – to są uroki posiadania psów o pokaźnej szacie i trzeba je po prostu kochać:) Dlatego ludziom lubiącym czystość odradzam psy o dłuższej sierści.
Krótka sierść też może być denerwująca, ponieważ takie włosy są sztywniejsze i jak już się wbiją w dywan, to paradoksalnie – trudniej się je usuwa.

Kiedy już będziemy wiedzieć, czego pod względem fizycznym oczekujemy od naszego psa, czas zabrać się za określanie jego charakteru:)
13.01.2011 o godz. 19:50
"Jeśli najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, to ten pies ma niejaki problem..."
Edward Abbey


Można być przyjacielem swojego psa, albo posiadaczem. Bo czym jest w takiej sytuacji pies, jak nie zabawką, dla najwidoczniej poważnie upośledzonych emocjonalnie ludzi?

Czy ktoś z Was mógłby przywiązać własnego psa, albo jakiekolwiek inne żywe stworzenie do samochodu i ciągnąć je za sobą na holowniczej lince? Wiecie co się w takiej sytuacji dzieje z człowiekiem? Zdziera mu się skóra i widać kuleczki tłuszczu.. Wyobrażacie sobie, co to za ból?

Tak, ludzie ludziom robią takie rzeczy, ale tylko, kiedy mają jakiś powód.. A co kierowało trójką pijanych mężczyzn? Alkohol to żadne usprawiedliwienie dla tortur i bólu jakie zadali bezbronnemu zwierzęciu. To mógł być człowiek. Czy taką głupotę można w ogóle wytłumaczyć?

Czy gdyby ktoś zrobił to Waszemu psu, wybaczylibyście? Przeszli obok tego obojętnie? Każdy, kto ma psa, wie, że są to zwierzęta odczuwające emocje i żywo reagujące na ból.. Wie, że w psich oczach można dostrzec smutek, strach i radość..

Polskie prawo za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem przewiduje karę do 2 lat pozbawienia wolności. Przypadek tego nieszczęśliwego bezimiennego husky'ego jest tylko jednym z wielu popełnionych na zwierzętach sadystycznych morderstw. Jak bardzo ludzie muszą się postarać, żeby sąd w końcu wydał sprawiedliwy wyrok? Na co jeszcze im pozwolimy?

Jako społeczeństwo mamy prawo głosu i możemy aktywnie przeciwstawiać się przyzwoleniu na bestialstwo wobec naszych bezbronnych czworonożnych przyjaciół.

Nie możemy się na to godzić. Dziś zwierzę, jutro człowiek. I sami będziemy sobie winni.

Kliknij tutaj i złóż podpis on-line pod petycją! Nie pozostawaj obojętny!
17.12.2010 o godz. 12:05
Codziennie ktoś kupuje golden retrievera, ponieważ kolega kolegi znajomego powiedział, że pies jest super inteligentny, sam się szkoli i wygląda jakby się ciągle uśmiechał, więc na pewno nigdy nikogo nie ugryzie.

Popularność zawsze szkodzi danej rasie. Nagle, jak grzyby po deszczu wyrastają hodowle i pseudohodowle i zwykły człowiek, który po prostu chce mieć fajnego zwierzaka w domu, którym mógłby się opiekować, popełnia błąd. A często jest to też największy błąd w życiu jego psa.. Oraz psów, które dopiero się urodzą.

Zanim sprowadzisz do swojego domu jakieś zwierzę poświęć sobie odpowiednio dużo czasu, aby dowiedzieć się o nim jak najwięcej z jak największej ilości źródeł zawierających wartościowe informacje. „Bo ja nie wiedziałam/em” to najgłupsza wymówka na świecie, biorąc pod uwagę łatwość w dostępie do takiej ilości wiedzy.

Mam tylko jedną radę: NIGDY nie wchodź na fora internetowe, gdzie ludzie wypowiadają się zdaniami nacechowanymi emocjonalnie i odnoszą się wtedy do ogółu rasy.
Innymi słowy, jeżeli ktoś pisze: „Miałam staffordshire bull teriera i ugryzł moje dziecko. Wszystkie psy są agresywne!!!! Nikomu nie polecam tej rasy!”, to jest to oczywista bzdura (i wina rodzica). Kilka postów niżej na pewno znajdzie się wypowiedź: „Stafiki to cudowne psiaki! Łagodne i niesamowicie przyjacielskie. Jak mój się bawił z moim synkiem, zawsze był taki łagodny!”.
Po prostu nie dowiecie się niczego, bo prawdziwa wersja jest jedna: nie ma ras psów z gruntu złych (zawsze agresywnych) ani dobrych (zawsze przyjacielskich). Nie wiem czy wiecie, ale najwięcej pogryzień dotyczy psów nierasowych. Mogą to być psy w typie rasy i typ ten zależy od jej popularności. Kiedy panowała wszechogarniająca moda na staffordshire bull teriery, pseudohodowcy sprzedawali pseudostafiki, znacznie odbiegające od wzorca rasy, a nie mający żadnej wiedzy na ten temat ludzie brali psy o nieznanym rodowodzie, nie wiedząc jak były traktowane, z czym krzyżowane i w gruncie rzeczy sami są sobie winni (o wyborze odpowiedniej hodowli później).
Niedawno w amerykańskim rankingu „gryzaczy” na trzecim miejscu pojawił się nie kto inny, jak popularny golden retriever. Golden ma jednak to szczęście, że nadrabia „miną”, dlatego nigdy nie zostanie tak niesprawiedliwie potraktowany jak staforshire bull terier. Ale jak widać i ten przyjazny image może być zwodniczy.

Wygląd psa powinien być ostatnim czynnikiem decydującym o jego wyborze.
Osoba wybierająca yorka, bo jest małą słodką zabawką będzie zdziwiona, że tak niewielkich rozmiarów stworzenie może być pełne niespożytej energii. Małe pieski wymagają też szczególnego podejścia – to nie przypadek, że jazgoczące psy są właśnie mniejszych gabarytów. Decydując się na przyjaźnie wyglądającego dalmatyńczyka można się zdziwić, że pogryzł sąsiada wchodzącego do naszego domu. Wszak dalmatyńczyki ze znanej bajki były dużo bardziej przyjacielskie i nie wspominano, że to psy stróżujące. Zaś owczarek niemiecki, chociaż potrafi wyglądać groźnie to pies wyhodowany do pasienia, nie do pilnowania terenu, jeśli więc liczysz, że Twój ON-ek będzie grzecznie siedział na dworze i sam znajdzie sobie zajęcie to się grubo mylisz.. Psy pasterskie to psy bardzo inteligentne i potrzebują stałej stymulacji intelektualnej.

Tak więc od dziś koniec z mitami, stereotypy wyrzucamy za okno i sami poszukujemy informacji, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Dajcie sobie na to miesiąc, to w moim mniemaniu minimum, żeby sobie wszystko dokładnie przemyśleć i móc świadomie podjąć właściwą decyzję odnośnie wyboru rasy psa.

Zdobycie odpowiedniej wiedzy to pierwszy krok, który powinniście podjąć. Jeśli szkoda Wam na to czasu, to jak znajdziecie czas dla swojego psa?
26.11.2010 o godz. 22:07



Mój Przyjaciel Estor
Al. Wiecznych Łowów 24
11-2009 Tęczowy Most




„Zabiorę Cię właśnie tam,
Gdzie jutra słodki smak..
Zabiorę Cię właśnie tam,
Gdzie słońce dla nas wschodzi.
Zabiorę Cię właśnie tam,
Gdzie wolniej płynie czas,
Zabiorę Cię właśnie tam,
Gdzie szczęściu nic nie grozi..”






Mój Przyjacielu,



Dziś minął rok od dnia w którym otworzyłam oczy i zrozumiałam, ile dla mnie znaczyłeś.
Niektórzy powiedzą, że to śmieszne, bo przecież byłeś tylko psem.. Nie dla mnie. Ci, którzy nie traktują zwierząt jak meble ani jak zabawki... Oni zrozumieją.

Dla mnie byłeś najwspanialszym Przyjacielem jakiego miałam i jakiego mogłam sobie wymarzyć jako dziecko. Więc niech będę dzieckiem jeszcze raz, pisząc ten list.

To był przypadek, że nasze drogi się skrzyżowały, szczęśliwe zrządzenie losu i nawet.. nie miałam innej możliwości, jak wybrać właśnie Ciebie.

Byłeś taki maleńki i niezdarny. Taki.. zwyczajny słodki szczeniaczek. Ale jak każdy pies, miałeś niezwyczajne, wielkie psie serce pełne tej niesamowitej prostej Miłości i radości. To było tak, że dorastaliśmy razem i w najtrudniejszym okresie mojego życia – byłeś Ty. Zawsze.

Pamiętam, że byliśmy nierozłączni i że niektórych to śmieszyło. Nic dziwnego, przecież robiłam Ci obciach. Woziłam Cię w wózku dla lalek, ubierałam w piżamę. Ośmiolatka ma bogatą wyobraźnię, wiesz? A Ty to dzielnie znosiłeś, grzecznie leżałeś i pozwalałeś robić ze sobą wszystko. Potem, nauczyłam Cię korzystać ze zjeżdżalni i tak Ci się to spodobało, że zjeżdżałeś z niej sam. Nie byłeś takim pasjonatem sanek, ale i na to dałeś się namówić. Ciągnąłeś mnie na rolkach, bawiliśmy się też w Policjantów i Złodziei – byłeś świetnym policjantem, nikt nie mógł przed Tobą uciec. Uwielbiałeś biegać za piłką, mimo, że nie potrafiłam nauczyć Cię, żebyś mi ją przynosił. Nosiłeś patyki większe od Ciebie z taką dumą, że sama byłam zazdrosna, że potrafisz się cieszyć takimi rzeczami. I te nasze wielogodzinne spacery, podczas których zdobywaliśmy nieznane zakątki lasów i łąk. Spotykaliśmy na nich różnych ludzi i ich psy, a Ty prawie wobec wszystkich byłeś taki otwarty i czarowałeś ich swoim szczenięcym urokiem.
A małe dzieci nazywały Cię lwem, pamiętasz?

Lubiłam zostawać same w domu. Wtedy to była przygoda.. Zabawa w chowanego, ściganie się do celu. A jak oglądałam horror i się bałam to wystarczyło, że przytuliłam się do Ciebie i już było dobrze.

I te poranki, kiedy rano wychodziłeś cicho z pokoju, a potem, kiedy przychodziła pora budzenia, pierwszy wpadałeś do pokoju, prosto do mojego łóżka, żeby ciepłym jęzorem i mokrym nosem mnie zbudzić. A kiedy nie musiałam wstawać, robiłeś sobie miejsce obok mnie, na poduszce i dalej spaliśmy razem stykając się czołami.
Tęsknię za tymi porankami. Dziś mam tylko bezduszny budzik..

W zimę, kiedy pościel była taka chłodna, byłeś niezastąpiony. Cudownie było spać wtulonym w Twoje miękkie futerko.

Kłóciliśmy się też czasem. Zły pokazywałeś zęby, warczałeś, ale nigdy mnie nie ugryzłeś, chociaż w pełni na to zasługiwałam. Nic dziwnego – na pewno sprawiłam Ci ból i było Ci czasem przykro. Bywałeś na mnie obrażony, ale szybko mi wybaczałeś, kiedy tylko wyciągałam do Ciebie rękę.

Kiedy miałeś operację, nie wahałam się przynieść Cię na własnych rękach od weterynarza, po to tylko abyś mógł być w domu, blisko, a nie w obcym miejscu. Nie czułam potem rąk i nie mogłam następnego dnia nic nosić, wiesz?

Tak naprawdę nie potrzebowałam nikogo. Przez jakiś czas nie miałam Przyjaciół, byłam zupełnie samotna, ale dzięki Tobie mogę powiedzieć, że moje dzieciństwo i nastoletnie lata były szczęśliwe.

"Dzień przemija za dniem,
Znów nam siebie ubyło..
Życie zbyt krótko trwa.."


Co się potem stało, że zacząłeś mi wadzić..? Kiedy wychodziłam z domu bez Ciebie, Ty taranowałeś furtkę w ogródku i biegłeś mnie szukać.. Mimo, że byłeś na uboczu, kiedy płakałam, Ty pocieszałeś mnie najlepiej jak potrafiłeś.

Nagle stałeś się piątym kołem u wozu. Zawiodłam Cię, tak jak mogłam najbardziej. Nie potrafię sobie tego wybaczyć.. Mimo, że tłumaczyłam sobie, że to co robię ma sens i to dla Twojego dobra, bo w końcu byłeś już poważnie schorowany i w sędziwym wieku. Ale to nie była prawda.


„I'm sorry for blaming you
For everything I just couldn't do
And I've hurt myself by hurting you..”


Ostatnie dwa lata Twojego życia, musiały być dla Ciebie bardzo przykre.

Ciebie, mojego najlepszego Przyjaciela, poprowadziłam na śmierć. Pewnie cieszyłeś się wtedy spacerem.. Ostatnim spacerem z którego już nie dane było Ci wrócić.. Pamiętam, że tego dnia nie docierało do mnie, co się dzieje. Pochowałam Cię w lesie. Chciałam to zrobić sama, ale wiesz, nie jestem dość silna..

Wtedy dopiero zrozumiałam, że piąte koło może być tym najbardziej potrzebnym.. Ile bym dała, żeby móc cofnąć czas i odzyskać to, co straciłam.. Żeby znów usłyszeć Twoje radosne szczekanie.

„I would hold you in my arms, I would take the pain away
Thank you for all you've done, forgive all your mistakes
There's nothing I wouldn't do to hear your voice again
Sometimes I wanna call you but I know you won't be there..


A dom stał się nagle taki pusty i już taki pozostał. Nie docierało do mnie, że skrzypienie podłogi, to już nie Twoje łapy.. i czasem łapałam się na tym, że szukam Cię wzrokiem, że oczekuję, że Cię zobaczę, że usłyszę Twój spokojny oddech, kiedy będę zasypiać, albo, że kiedy otworzę oczy, to wszystko okaże się tylko złym snem.

„Would you tell me I was wrong? Would you help me understand?
Are you looking down upon me? Are you proud of who I am?
There's nothing I wouldn't do to have just one more chance
To look into your eyes and see you looking back..”


Dziś minął rok.. Przyjacielu... A ja niekiedy nadal się tak czuję.
Wraz z Tobą na zawsze już odeszło moje dzieciństwo i pozostało jego wspomnienie. Ale za to jakie piękne wspomnienie.

Nigdy Cię nie zapomnę.
Dziękuję za lekcję Miłości, Przyjaźni i zaufania, którą mi dałeś.
Za to, że byłeś i Kochałeś mnie taką, jaką ja byłam.

Dziś jesteś za Tęczowym Mostem, w miejscu, gdzie wolniej płynie czas i słońce wschodzi, tak jak dawniej, dla nas..
Mam nadzieję, że pamiętasz o mnie i kiedyś.. w innej rzeczywistości jeszcze się spotkamy..
I wybaczysz mi.

Twoja Stęskniona Przyjaciółka


24.11.2010 o godz. 22:41
Wreszcie zaczynamy na poważnie:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.

Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.

Najpierw teoretycznie.

Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.

Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.

Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.

Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.

W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.

Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.

Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.

Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.

Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)

Spieszmy się powoli!

Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.

Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.

A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.

Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)


14.10.2010 o godz. 21:02
Sesja jest to czas w którym pracujemy z psem. Pojedynczy trening najczęściej składa się z kilku takich sesji z kilkuminutową przerwą pomiędzy każdą z nich.
W sesji chodzi o to, żeby kształtować oraz utrwalać ukształtowane już zachowania, czyli budować w umyśle psa odpowiednie skojarzenia.

Żeby osiągnąć maksimum efektywności, powinniśmy przestrzegać kilku zasad. Niektóre z nich są trudne dla nas, bo na przykład ciężko jest przestać, kiedy się widzi szybkie postępy, ale dobry trener tak właśnie powinien zrobić.

Reguły, które powinny obowiązywać podczas sesji umieszczam po to, żeby każdy z Was mógł do nich wrócić i sobie je przypomnieć. Wydaje się, że jest tego dużo, ale po kilku sesjach nabierzecie takiej wprawy, że nie będzie konieczne o nich pamiętać. Warto jednak upewnić się, czy nie zaczęliśmy popełniać jakiś błędów.

Sesja:
1. Musi być krótka (od kilku powtórek! do kilku minut przy przyzwyczajonych psach)
2. Powinna mieć wyraźny początek i wyraźny koniec.
3. Kończy się zawsze jakimkolwiek sukcesem psa (a najlepiej, żeby zakończyła się największym).
4. Jest cicha – nic nie mówimy do psa, dopiero na końcu chwalimy go słownie.
5. W sesji kształtujemy tylko jedno zachowanie.

Ad.1.
Czas sesji jest bardzo istotną kwestią. Dobrze wiemy, że dzieci skupiają się na chwilę, kiedy coś je zainteresuje, potem szybko się nużą. Dokładnie tak samo jest ze szczeniakami, dlatego w ich przypadku sesja może ograniczyć się do nawet 3 powtórek. Nie należy się tego bać, ponieważ szczeniaki uczą się w ekspresowym tempie.

Dorosłe psy, przyzwyczajone do treningu mogą mieć sesje kilkuminutowe, ale też należy uważać, żeby nie przedobrzyć. Jeśli pies odmawia współpracy są dwie główne możliwości: jest najedzony albo zniechęcony (co wynika z nudy, braku nagród, zmęczenia).

Ad.2.
Pies po takim wysiłku umysłowym i fizycznym musi odpocząć. Nie wyobrażam sobie chodzić do szkoły czy jeździć na uczelnie i nie mieć przerw. To jasne, że bez relaksu szybko wyczerpują się nasze pokłady energii. Psy pod tym względem wcale się od nas nie różnią.
Dlatego sygnałem do początku sesji jest położenie ręki na mostku, a jej koniec zaznaczamy ukucnięciem przy psie i wychwaleniem go, jaki to on był wspaniały. To ważne – pies musi wiedzieć, że tryb pracy się właśnie rozpoczął albo skończył.

Ad.3.
Żeby utrzymać a nawet wzmocnić motywację psa, każda sesja musi się kończyć jego sukcesem, czyli musi dostać nagrodę. Nawet, jeżeli nie osiągnął tego, co byśmy chcieli (zmęczony? Albo mamy za wysokie wymagania? A może ma po prostu gorszy dzień?), obniżamy wymogi i nagradzamy go za poprzedni etap danego ćwiczenia.
Innym aspektem tego zagadnienia, jest sytuacja w której pies bardzo chce pracować. Klikanie zachowania to zabawa w ciepło-zimno. Klikamy mu ciepło, ciepło, ciepło.. i nagle zrobił niesamowity postęp, a więc klikamy i kończymy sesję – w ten sposób mówimy psu: „Gorąco! Dokładnie o to mi chodziło!”. To moment najtrudniejszy dla człowieka:)

Ad.4.
Drugą trudną rzeczą o której już pisałam jest niemożność mówienia. Wynika to z tego, że pies nie rozumie znaczenia naszych słów, a nawet jeśli niektóre poznaje, to łatwo go nimi zdekoncentrować. W efekcie mamy wolniejsze uczenie. Nie martwcie się. Ta zasada obowiązuje tylko w sesji i to przede wszystkim tej z kształtowania. Są od niej wyjątki, więc Ci wszyscy, którzy lubią mówić do swojego psa będą mogli robić i to;)

Ad.5.
W sesji kształtujemy jedno zachowanie. To dość oczywiste, bo jeśli chcemy, żeby pies usiał, to nie będziemy go jednocześnie uczyli, żeby stał, prawda? Pies nie zrozumie, dlaczego raz dostaje nagrodę za siad, a raz za stanie. Dlatego, każde zachowanie ma swoją oddzielną sesję.

Teraz znacie już podstawy uczenia się zwierząt. Wiecie, skąd one wynikają, wiecie jaka jest idea szkolenia pozytywnego i dlaczego jest takie dobre. Poznaliście już podstawowe zasady, jak pracować z psem i teraz już czas najwyższy, żeby wyjść po za teorię i przejść do praktyki.

Życzę Wam dużo radości z obcowania z psem oraz szybkich postępów w nauce:)
13.10.2010 o godz. 22:59
Skoro już macie wszystkie niezbędne rzeczy do tego, aby szkolić swojego psa, czas najwyższy się za to zabrać.

Początek pracy z klikerem jest bardzo łatwy, ale zawsze trzeba przestrzegać kilku, bardzo prostych, ale i niezwykle ważnych zasad.

Ponieważ szkolenie pozytywne zakłada, ze pies się nie myli, że żadne jego zachowanie nie jest złe, tylko akurat teraz, albo i może nigdy nie zostanie nagrodzone, nie stosujemy wobec niego korekt. Zachowania niepożądane ignorujemy.
Ignorować to znaczy zachowywać się tak jak chwilę wcześniej, czyli nic nie mówić do psa, stać jak ten słup soli i czekać cierpliwie aż zaprezentuje coś, co nam się podoba.
Pamiętajcie proszę, że mówię o sesji treningowej, a nie o tym, co Wasze psy robią w domu. Kiedy zjadają kapcie albo skaczą na gości nie można takich zachowań ignorować, po pierwsze nie chcemy, a po drugie z punktu widzenia nauki jest to niemożliwe, ale co z nimi zrobić, z pewnością napiszę w dalszych artykułach.

Skoro pies się nigdy nie myli, pomylić możemy się tylko my – bierzemy pełną odpowiedzialność za szkolenie. Tak więc, jeżeli omsknie nam się ręka albo klikniemy w niewłaściwym momencie, to (oto nasza złota zasada nr 1) zawsze, bezapelacyjnie zawsze, po kliknięciu pies musi dostać nagrodę. Jeśli tego nie będziemy robić, kliker straci dla zwierzaka znaczenie, albo to znaczenie osłabnie.
Jeśli część z Was złapała się teraz za głowę, to nie martwcie się – w szkoleniu klikerem bardzo łatwo jest zawrócić psa na właściwą drogę.
Jeśli ćwiczymy pozycję stojącą u zwierzaka, a kilka razy zaznaczymy moment w którym siada, to oczywiście, nadrobimy troszkę drogi, bo pies to zachowanie powtórzy, ale jeśli klikamy potem prawidłowo, zwierzę szybko załapie, że ma stać, a nie siedzieć.

Takie problemy zdarzają się jedynie na początku nauki, kiedy nie jesteśmy wprawieni.

Druga zasada, tylko trochę mniej złota;) to czas podania nagrody od chwili kliknięcia. Zwierzę skojarzy zachowanie z klikiem jeśli nie miną od niego więcej niż 3 sekundy. Optymalnie, najlepiej jest to zrobić w ciągu 1 sekundy. Jeśli nie docenimy tej zasady, to osiągniemy taki sam efekt jak w przypadku złamania poprzedniej – bodziec warunkowy, jakim stał się kliker, straci dla psa znaczenie. Wytrącimy sobie z ręki najlepsze narzędzie szkoleniowe!

Trzecią ważną rzeczą jest używanie klikera we właściwy sposób. Od początku uczymy psa, że klik oznacza, że dostanie nagrodę za coś, co właśnie zrobił. Innymi słowy, jeśli pies będzie od nas odbiegał na spacerze, a Wy w przypływie desperacji klikniecie, żeby go przywołać, to pamiętajcie, że właśnie Wasz pies dowiedział się, że za odbieganie zostanie nagrodzony. W przyszłości może powtórzyć to zachowanie. Dlatego nigdy nie klikajcie, żeby oderwać od czegoś swojego zwierzaka.

Oprócz tego, żeby klikać we właściwym momencie, to trzeba to robić często, żeby zwierzak nie stracił zainteresowania. Jeśli chcemy, żeby pies obszedł nas naokoło i usiadł przy naszej prawej nodze, to oczywiście nie będziemy stać i czekać aż sam to zrobi, bo się nie doczekamy, tylko podzielimy to zachowanie na mniejsze etapy. Klikamy od spojrzenia gdziekolwiek, poprzez podchodzenie koło naszej lewej nogi, za nami do podejścia do prawej i posadzenia zadu na ziemi. Każdy z tych etapów, jak trzeba dzielimy na jeszcze mniejsze i klikamy po kilkadziesiąt razy.
Po jakimś czasie pies będzie się uczył o wiele szybciej.

Dla ludzi, najtrudniejszy w posługiwaniu się klikerem jest właściwy timing, czyli klikanie w odpowiednim momencie. Wymaga to jedynie wprawy, dlatego nie wpadajcie w frustrację (a na pewno nie wyładowujcie jej na psach;)) Pamiętajcie, ma być przyjemnie. Timing możecie ćwiczyć biorąc piłkę tenisową, rzucić nią i klikać w momencie, kiedy uderza o podłogę – dźwięk powinien być tylko jeden. Na szkoleniu usłyszałam jeszcze jedną metodę. Podczas oglądania filmu można klikać, wyłapując np. mruganie powiek u aktorów. Nie bądźmy jednak wariatami, nie trzeba tego robić przez cały film;) Ale kilka minut, przez kilka dni nie zaszkodzi. I tak będziecie się wprawiać ze swoimi psiakami.

Drugą trudnością jest opanowanie siebie. Dla nas, ludzi, bardzo trudne jest stanie i nie poruszanie się oraz nie podpowiadanie psu i w ogóle nie wydawanie żadnych dźwięków. Musimy do tego przywyknąć, ale za to jak dobrze uczymy się samokontroli!


Wydaje się tego dużo, ale najważniejsze spisuję w podpunktach:

1. Po kliknięciu zawsze jest nagroda!
2. Nagrodę podajemy do 3 sekund po kliknięciu, najlepiej do 1 sek.
3. Klikera używamy tylko do zaznaczania zachowań.

Powodzenia w ćwiczeniu timingu!:)
10.10.2010 o godz. 18:09
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę historię, przy okazji oglądając klipy ze scenami z filmów, płakałam jak dziecko ze wzruszenia.
Tym, którzy jeszcze nie znają, przedstawiam psa rasy Akita inu, który podbił nie tylko serca Japończyków ale wielu ludzi na całym świecie – Hachiko.

Adoptowany przez profesora japońskiego uniwersytetu szczeniak na pierwszy rzut oka nie wyróżniał się niczym specjalnym. No, może swoim wielkim sercem. Psiak już od czasów szczenięctwa odprowadzał swojego Pana na stację metra i codziennie po niego wracał.

Niestety, pewnego dnia nie doczekał się powrotu. Nieszczęśliwie, profesor zmarł w pracy i już nigdy nie miał wrócić do domu.

Hachiko jednak się nie poddał. Całe swoje życie miał nadzieję, że któregoś dnia jego Pan wróci i przez następne 10 lat, aż do swojej śmierci przychodził na stację. Nic nie mogło go powstrzymać zamknięte drzwi, nowa rodzina, ani łańcuchy przy budzie. Był zawsze punktualnie.



Hachiko stał się legendą, symbolem wierności i poświęcenia. Wzniesiono mu pomnik..
Stał się inspiracją dla ludzi na całym świecie.



I każe zadawać sobie pytanie. Dlaczego wracał? Odpowiedzią, którą chciałabym usłyszeć jest ta, że może rzeczywiście zwierzęta potrafią być tak wierne i kochać tak mocno, że moglibyśmy się od nich uczyć..? Ja w to wierzę.

Jeśli ktoś chciałby poczytać o emocjach zwierząt to polecam dwie rewelacyjne książki:
1. „Z miłości do psa” Patricia McConnell
2. „O zakochanych psach i zazdrosnych małpach” Marc Bekoff

09.10.2010 o godz. 22:26
Kliker jest wspaniałym urządzeniem. Małym, prostym i skutecznym, czyli łączy w sobie wszystko to, co czyni go wynalazkiem genialnym. Pudełko, może być o różnych kształtach, a w nim metalowa blaszka, która po naciśnięciu wydaje dość głośny, krótki i specyficzny dźwięk – tzw. kliknięcie.

Szkolenie metodą klikerową jest jednym z rodzajów szkoleń pozytywnych, na razie najbardziej skutecznym na świecie, co znaczy szybkim i efektywnym. W ten sposób pracuje się ze zwierzętami, których człowiek nie może zmusić do niczego stosując przymus np. z końmi, królikami, ptakami wszelkiej maści i rodzaju, delfinami, orkami i innymi. No i psami – na szczęście i dla nich nadeszło lepsze dziś:)

Kliker działa na zasadzie aparatu fotograficznego. Ma „robić zdjęcie” w momencie, kiedy pies prezentuje pożądane przez nas zachowanie. Klikerowy pies dokładnie wie, za co otrzyma nagrodę. Można oczywiście próbować mówić do psa: „tak” albo „dobrze”, jednak nauka będzie wtedy wolniejsza. Nasze słowa nie są tak precyzyjne, szybkie i krótkie, więc często pies nie będzie rozumiał naszych oczekiwań. Posługując się klikerem natychmiast dostrzeżemy pewne opóźnienia.

Dźwięku klikera nie da się pomylić z żadnym innym, ponieważ taki dźwięk nie występuje w otoczeniu psa. Ponadto zawsze brzmi tak samo, a więc nie jest zależny od naszego nastroju – klik to klik. Dla psa zawsze oznacza, że zrobił coś dobrze i że dostanie za to nagrodę.

Po krótkim czasie dźwięk klikera staje się dla psiaka zapowiedzią czegoś dobrego. Pamiętacie dzwoneczek Pawłowa? Kliker będzie właśnie takim dzwoneczkiem i po jego usłyszeniu Wasz pies zacznie się ślinić. No, może nie dosłownie;)
Za to będzie mieć jasny komunikat od nas, że tak, właśnie o to podniesienie łapy, czy inne zachowanie, nam chodziło! I właśnie za to i tylko za to otrzymujesz teraz nagrodę.

Używanie klikera sprawia, że nie jest istotne to, co pies robi po kliknięciu. Jeśli klikamy siad, on usłyszy klik ale wstanie, to i tak będzie wiedział, że dostaje nagrodę za posadzenie zadu na ziemi.

Kliker nie jest koniecznością, ale jest przydatny, jeśli chcemy psa uczyć prostych zasad panujących w naszym świecie. Jest za to bardzo pomocy w nauce nowych zachowań, których nie osiągniemy pracując z psem metodą naprowadzania (czyli pies podąża za smakołykiem), albo jeśli chcemy bardzo szybko psa nauczyć czegokolwiek.

Żeby sprawa stała się jasna, wymienię Wam metody nauczania psów.

Mamy:
- naprowadzanie
- wyłapywanie
- kształtowanie

Naprowadzanie stosuje się raczej na początku nauki i szybko z niego rezygnuje, ponieważ w szkoleniu klikerem chodzi o to, żeby pies sam myślał i wykazywał się inicjatywą. Nauczymy tak psa siadać, warować, chodzić przy nodze, robić obroty..

Wyłapywanie polega na tym, że kiedy pies wykona czynność, która nam się spodoba, sam z siebie, my w ciągu 1 sekundy od niej nagradzamy go.

W pierwszych dwóch metodach kliker znacznie przyspiesza naukę, do ostatniej jest niezbędny. Kształtowaniem osiągnąć można wszystko, do czego pies jest zdolny fizycznie i co możemy sobie wyobrazić. Co więcej, zachowania nauczone tą metodą utrwalają się głębiej (w myśl zasady – to, do czego sam dochodzisz, pamiętasz lepiej), psy szybciej na nie reagują, wykonują je łatwiej w sytuacjach stresowych, a nawet same po nie sięgają i powtarzają.
W kształtowaniu kryje się jedna pułapka, która może nas zniechęcić. Pies w sesjach kształtowania staje na głowie, żeby wymyślić czego od niego oczekujemy dopiero po kilku tygodniach treningów codziennie po parę minut. Oczywiście wcześniej ćwiczenia z nim również są przyjemnością, ale mówimy tu o jego największych możliwościach:)
Z resztą - i tak dostrzeżecie postępy.

Zanim zaczniemy używać klikera do poważnych spraw, trzeba go najpierw uwarunkować – czyli sprawić, że jego dźwięk nabierze dla psa znaczenia. Zwykle wystarczy kilka minut prostego ćwiczenia.

Szkoląc pozytywnie, z klikerem czy bez, pies nabiera nawyku spełniania naszych poleceń z własnej, nieprzymuszonej woli. Pogłębia się jego zaufanie do nas, wzrasta jego pewność siebie, nasze relacje stają się lepsze, oboje jesteśmy szczęśliwsi, dlatego, bo nasz cel staje się celem naszego psa. A wspólne cele łączą.
A jak fajnie jest pochwalić się przed znajomymi psem nie tylko świetnie wyszkolonym, ale i szczęśliwym.
Osobiście polecam kliker, bo nagle, u wielu z Was okaże się, że Wasz pies nie jest wcale za głupi ani za leniwy. Naprawdę, tym małym pudełkiem z kawałkiem blaszki można otworzyć sobie świat pełen szkoleniowych dziwów i cudów;)

Filmy z dog dancingu, które wstawiałam wcześniej, są właśnie rezultatem pracy z klikerem.

Dołączam do tego papugę (najbardziej urocze jest "bang!" i jej fikołek:D):



Gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, niech pisze – z chęcią wyjaśnię. Jeśli ktoś ma doświadczenie z klikerem też się może odezwać;)
09.10.2010 o godz. 18:39
Skoro już wiecie, że ideą szkolenia pozytywnego jest budowanie więzi z psem i nagradzanie go za pożądane zachowania, czas przejść do kwestii technicznej.

Aby szkolić swojego psa nie potrzebujecie wymyślnych sprzętów szkoleniowych, ani tym bardziej archaicznych. Tak więc schowajcie do szuflady kolczatki, obroże elektryczne, dławiące, citronelle i inne tym podobne wynalazki z kategorii, jak to mówi Victoria Silwell: „łatwo-szybko-przyjemnie”, które nie rozwiązują problemów a jedynie tłumią ich objawy.

Zapraszam do obejrzenia filmiku;)
Uprzedzam, że nie jest on skończony: tak naprawdę nie seplenię:D I muszę usunąć to skrzypienie kamery na statywie, bo przeszkadza. Jak tylko zainstaluje potrzebne oprogramowanie, zamienię film na odpowiedni.

W kwestii technicznej dodam, że jest to pierwszy taki mój projekt, więc trochę się przycinam ze zdenerwowania, ale obiecuję to poprawić w przyszłości:)



Kliker można kupić w większości sklepów zoologicznych. Jego cena waha się od 5-20 zł. Przykładowo możecie zaopatrzyć się w taki:

Kliker kostka

Pamiętajcie, że ten jest głośny, co absolutnie nie jest wadą, bo jeśli ćwiczymy na dworze, wśród innych dźwięków głośność klikera, jest jego zaletą.

Nie każdy pies boi się głośnego dźwięku, ale gdyby jednak Wasz do takich należał, albo gdyby dźwięk przeszkadzał innym domownikom, możecie sprawić sobie i-click. Jedynym dystrybutorem tego rodzaju klikera w Polsce, jest sklep mampsa.pl

I-cklik

Ja mam dwa klikery, bo różne psiaki mogę spotkać:)

Na filmiku mam pas na biodra, który dla mnie wydaje się praktyczniejszy, nie mniej smycz można z powodzeniem trzymać w dłoni albo przypiąć do szlufki przy spodniach. Zamierzam jeszcze zaopatrzyć się w saszetkę na smakołyki. Mniej się rzuca w oczy i łatwiej ją nosić i z niej korzystać przy zimowym ubraniu. Z pewnością wybiorę jedną z tych:

Torba na przysmaki

Saszetka na przysmaki z kieszonkami

Nie polecam jeszcze do używania smyczy rozwijanej, ani do treningu, ani do spacerów, z wyjątkiem pewnych sytuacji, ale o nich napiszę później, przy okazji nauki chodzenia na luźnej smyczy. Na początek, używajcie proszę zwykłej, dość długiej smyczy takiej jak na przykład ta:

Smycz regulowana

Chodzi przede wszystkim o to, aby podczas treningów była na tyle długa, żeby zapewniała psu swobodę ruchu, a Wam kontrolę.

Smycz powinna być przypięta do najzwyklejszej w świecie obroży, dostosowanej do rozmiaru psa, takiej o:

Nazwyklejsza w świecie obroża, średnia

Czego potrzeba nam jeszcze?
Oczywiście psa:)

Do szkolenia pozytywnego, metodą klikerową nadaje się KAŻDY pies. Nie ważne czy ma 7 tygodni, czy 10 lat, czy jest leniwy, czy agresywny, rasowy czy to kundelek – absolutnie każdy!

W następnym artykule dowiecie się, czym właściwie jest kliker, jaką rolę pełni i dlaczego jest taki genialny.
30.09.2010 o godz. 15:44
Dziś kontynuujemy obalanie mitów na temat szkolenia pozytywnego, które przekazywane z ust do ust, mogą dać fałszywe wyobrażenie na temat metod i rzeczywiście zniechęcić osobą chcącą szkolić swojego psa.

Mit V: „Zawsze trzeba mieć przy sobie kliker”.


Mit ten wynika z niezrozumienia lub nie poinformowania przez trenera swojego klienta do czego służy kliker i jak go używać.
Otóż to małe proste urządzenie jest potrzebne tylko na początku uczenia danego zachowania. Kiedy pies zacznie reagować bezbłędnie na komendę optyczną (czyli właściwie skojarzy sobie komendę z zachowaniem) z klikera rezygnujemy.
Rzadko uczymy psy nowych zachowań poza domem, z tego względu, że środowisko zewnętrzne jest dla nich często zbyt rozpraszające.
Tak więc, poza nielicznymi wyjątkami, klikera nie musimy nosić ze sobą

Mit VI: „Psy szkolone przy użyciu klikera nie będą wykonywać poleceń, jeśli nie dostaną smakołyku.”


Gdyby ten mit był prawdziwy, jaki sens miałoby szkolenie? Ludzie szybko by się zorientowali, że bez jedzenia nie zdołają wyegzekwować polecenia i metody pozytywne szybko zostałyby wyrzucone na margines szkoleniowy.

Ale do rzeczy: na początku jako nagrody używa się wyłącznie smakołyków, ponieważ w ten sposób łatwo pozyskać uwagę psa a nawet przekonać go do siebie, szczególnie, jeśli do tej pory stosowaliśmy wobec niego kary tradycyjne. To jeden ze sposobów, obok dotykania, zabawy i spacerów, na zbudowanie czy odbudowanie więzi z psem.
Nie wolno tego traktować jako przekupstwo, ja preferuję spojrzenie na to, jako na zapłatę. Mało kto z nas pracuje za darmo, prawda?

Wielu ludzi sądzi, że psy wykonują polecenia wyłącznie z miłości do swojego właściciela. Prawdopodobnie takie psy istnieją, ale są niesamowitą rzadkością i zakładanie, że nasz pies jest właśnie tym, skazuje nas na porażkę.

Dla sceptycznych dobrą nowiną jest to, że po kilku tygodniach szkolenia, smakołyki stają się tylko jedną z możliwych nagród. Nagradzamy psa na różne sposoby, w zależności od tego co nasz zwierzak lubi. Może to być kontakt z innym psem, kontakt z człowiekiem, bieg przez kilkadziesiąt metrów, zabawa jego ulubioną zabawką, pochwała słowna czy możliwość powąchania sobie trawnika. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki, a jedzenie staje się po prostu kolejną nagrodą.

Oczywiście, może się zdarzyć tak, że Wasz pies najchętniej będzie pracował właśnie za smakołyki, ale nawet w tym wypadku można to ograniczyć i uczynić nagrodą tylko za wyjątkowo dobrze wykonane ćwiczenie.

Mit VII: „Siłą można osiągnąć lepsze rezultaty”.


Lepsze rezultaty są tutaj wyłącznie rezultatami pozornymi. Jeśli uczycie czegoś psa karząc go, to będzie wyglądało, że rzeczywiście się czegoś nauczył ale za jakiś czas: miesiąc, rok, dwa lata powróci do zachowania. Nazywa się to paradoksem unikania. Pies, który poczuje się bezpieczny, wróci do swoich starych nawyków, a oznacza to, że tak naprawdę, nie nauczył się niczego. Na pewno słyszeliście, że aby pies nie zapomniał, co przyswoił, powinno się z nim przeprowadzać sesje codziennie, powtarzając ćwiczenia, które zna. W metodach tradycyjnych, być może tak jest.

Zachowania wyuczone metodami pozytywnymi nie zanikają nigdy, dlatego, że nie są formą ucieczki przed przed karą.
Będąc w schronisku nauczyłam bardzo szybko siadać psa. Podejrzewałam, że kiedy pojawię się następny raz, pies może nie tego nie pamiętać, ponieważ minęły dwa tygodnie przerwy. Byłam zaskoczona, kiedy na słowo „siad” pies usiadł, jak gdyby robił to od zawsze. W szkoleniu pozytywnym zdarzają się i takie przypadki :)

Mit VIII: „Szkolenie pozytywne nie oduczy psa szczekania i agresji”.


To oczywista bzdura, bo co oduczy agresji? Nowa agresja? Nie od dziś wiadomo, że agresja rodzi agresję.
Najczęściej pies agresywny to pies niepewny siebie i przerażony. Wyobraźcie sobie, że Was ktoś bije, dlatego, że się boicie. Pomogłoby? Być może przestalibyście okazywać strach tak ostentacyjnie, tylko po to, żeby uniknąć kary, do czasu aż znaleźlibyście się u kresu swoich sił. Wtedy na pewno wybuchnęlibyście ze zdwojoną siłą. Wtedy psy gryzą.

W szkoleniu pozytywnym można wyeliminować zachowania niepożądane zastępując je nauką zachowań alternatywnych. Ponieważ są to ćwiczenia przyjazne dla psa, nie wywołujące lęku i korzące się dobrze, psy otwierają się na ludzi i mogą stać się na nowo wspaniałymi, wesołymi towarzyszami człowieka.

Mimo, że opanowanie agresji bywa łatwe, nie koniecznie jest szybkie, dlatego lepiej jest zapobiegać niż leczyć.



Jeśli słyszeliście inne mity na temat szkolenia pozytywnego i wciąż nie jesteście przekonani, z chęcią wyjaśnię Wam wszelkie wątpliwości, wystarczy napisać w komentarzu:)
28.09.2010 o godz. 15:42
Dzisiaj zabrałam się za czytanie kolejnej książki, która zaledwie wczoraj dołączyła do mojego skromnego zbiorku (czas wywalić wszystko z kolejnej półki). Zanim jednak pójdę ją czytać, szybko zapoznam Was z pierwszymi czterema mitami na temat szkolenia pozytywnego, które wynikają albo z niezrozumienia tego, co mówi szkoleniowiec, albo ze zwykłej nieuwagi.

Artykuł opieram na książce Pameli Dennison: „Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”.

Mit I: „Szkolenie metodą klikerową jest ostatnim >>krzykiem mody<<”.

Ci z Was, którzy uważnie czytali (i o ile w ogóle czytali) moje poprzednie notki dobrze wiedzą, że szkolenie metodami pozytywnymi oparte jest na warunkowaniu instrumentalnym i klasycznym i w związku z tym na powszechnych i uniwersalnych prawach uczenia się. Wielu badaczy potwierdziło badaniami skuteczność stosowania pozytywnych wzmocnień oraz wygaszeń negatywnych. Nie jest to nowość, ale wiedza licząca dziesiątki lat.

Ja osobiście na słowo „modne” wzdrygałam się z niesmakiem, bo słowo to kojarzyło mi się z czymś pustym i powierzchownym. Nauczyłam się jednak, że nawet z papki dla mas można odsiać dla siebie coś dobrego i z powodzeniem to wykorzystać. Może takie podejście przekona tych bardziej sceptycznych?

Prawdę powiedziawszy nie należy się bać nowości. Pomyślcie np. jakie niesamowite teorie mają nasze babcie, a my dziś wiemy już, że nie były one prawdziwe.. Babcie też używały wody z mydłem do czyszczenia zabrudzeń na kuchenkach, czy dziś byłoby to uznane za praktyczne? Nie – dziś w domach królują środki pozwalające zaoszczędzić czas i energię.
Tak samo jest ze szkoleniem. Można iść dłuższą drogą, a można krótszą. To, co trzeba zrobić na pewno, to sprawdzić!

Sporo ludzi zniechęca się, kiedy nie widzi postępów u swojego psa, ale najczęściej wynika to z nieprawidłowego stosowania klilkera, np. klikaniu za późno czy z niezrozumienia do czego on służy.
Dla porównania - stosowanie kar w szkoleniu tradycyjnym jest jednak dużo trudniejsze.

Mit II: „Zasady szkolenia pozytywnego są zbyt trudne, aby je zrozumieć i przyswoić”.

Trudne? Wystarczy zapamiętać to, jak uczą się zwierzęta, nauczyć się klikać we właściwym momencie, co jest kwestią wprawy, oraz nagradzać tylko to, o nam się podoba.

Najtrudniejszą kwestią jest chyba właśnie ignorowanie. Czasami ciężko jest ignorować zachowanie psa, ale istnieje jeszcze 8 innych sposobów na to, żeby je zmienić lub ograniczyć, o czym nie omieszkam napisać w niedalekiej przyszłości.

Mit III: „Nauczanie przy użyciu wzmocnienia pozytywnego trwa zbyt długo”.

Rzeczywistość brutalnie sprowadza ten mit na ziemię. Psy uczą się błyskawicznie. Być może w błąd wprowadza fakt, że szkoleniowiec pozytywny daje psu czas 5-10 sekund na zastanowienie się, co ma zrobić. Jeśli pies stoi bezradnie nie wiedząc, o co chodzi, trener zwyczajnie przypomina psu naprowadzając go lub wracając do poprzedniego etapu zadania. Takie postępowanie wynika ze zrozumienia, że zwierzak najwidoczniej nie opanował danego ćwiczenia w dostatecznym stopniu, pozwalającym na zwiększenie mu wymagań (szybszej reakcji, nie zrywania komendy, rozproszeń itp.).
Szkoleniowiec tradycyjny ukarałby w tym momencie psa stosując korektę, czyli np. szarpiąc go kolcami. Pies nie otrzymuje tutaj żadnej podpowiedzi, za punktu widzenia nauczania - nie ma to więc sensu.

Mit IV: „Podczas szkolenia nigdy nie powinno się dawać psu możliwości wyboru”.

Ten mit związany jest ze sławną teorią dominacji, szerzoną przez szkoleniowców tradycyjnych w celu wytłumaczenia i usprawiedliwienia stosowanych metod. Takie myślenie ma chyba przekonać, że mamy nad psem całkowitą kontrolę. Jest to oczywiście nieprawda, bo nawet jeśli tego nie chcemy, to pies, niezależnie od szkoły i tak ma możliwość wyboru.
Psy popełniają i będą popełniać błędy – nie da się tego uniknąć, bijąc psa, a więc jest to czynność, z punktu widzenia uczenia, niepraktyczna.

Na dziś koniec,
A ja wracam do czytania:)
25.09.2010 o godz. 21:26
Artykuły, które pisałam do tej pory były czymś w rodzaju wstępu. Chciałam przytoczyć pewne kwestie o których wypowiedział się świat nauki i teraz opowiedzieć Wam o szkoleniu metodami pozytywnymi, ponieważ do tej pory przewijało się tylko trochę ogólników.
Zobaczycie, że to wszystko pięknie się łączy i mam nadzieję, że wielu z Was już dziś zmieni swój stosunek do psa. Swój wywód opieram w dużej mierze na świetnej książce, która powinna być jednym z absolutnych niezbędników w domu każdego Profesjonalnego Właściciela Psa, a mianowicie: "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów" autorstwa Pameli Dennison. Gorąco polecam, ponieważ w prosty i przystępny sposób objaśnia zasady szkolenia i wszystko uzasadnia, nie pozostawiając żadnych niedomówień.

I to jest właśnie ważne. Nauka. Wiele osób myśli, że szkolenie pozytywne to po prostu moda albo wymysł organizacji pro zwierzęcych i tak naprawdę nie jest tak skuteczne jak to stosowane dawniej. Jest to oczywiście mit. Pamiętacie na pewno jak pisałam o tym na jakiej zasadzie uczą się zwierzęta (wzmocnienia i wygaszenia), a to przecież nic nowego. Prawa te znane są od dawna i funkcjonują 24/7.

Szkolenie pozytywne opiera się na kilku prostych zasadach. Podejrzewam, że ta prostota może wyglądać podejrzanie, a na początku może być nawet nudno, ale kiedy wejdą Wam w nawyk te wszystkie czynności i staną się automatyczne to zamiast zastanawiać się nad techniką zaczniecie prawdziwą przygodę ze szkoleniem.

Najważniejszą zasadą jest: nagradzamy zachowania pożądane. Tutaj krótko i zwięźle, ponieważ jak wiecie z poprzednich notek zachowanie nagradzane się powtarza.

Za to szkolenie metodami pozytywnymi całkowicie odrzuca stosowanie P+ (dla zapominalskich: wygaszenia pozytywnego, czyli typowej kary opartej na przemocy lub strachu), nie tylko dlatego, że jest to sprzeczne z kodeksem moralnym ludzi kochających zwierzęta, ale przede wszystkim dlatego, że nie przynosi korzyści (bądź przynosi je wolno), za to na pewno i zawsze jest w stanie wiele zepsuć. Problemy, które rozwiązuje się w ten sposób często się mnożą i żaden profesjonalny szkoleniowiec, w którego interesie leży dobro klienta i jego psa nie będzie tego zalecał. Stosowanie P+ niesie za sobą ogromne ryzyko, ale szerzej opiszę to w odrębnej notce – o skutkach ubocznych karania.

Co więcej, w szkoleniu pozytywnym niepożądane zachowania się ignoruje - czyli nie nagradza. To jest właśnie karą dla psa - odebranie czegoś przyjemnego (wygaszenie negatywne - P-). Uwierzcie mi - psom bardzo zależy na tym, żeby otrzymać nagrodę i bardzo szybko łapią, że coś robią nie tak. Odpowiednio zmotywowane, psy pracują chętnie i uczą się zaskakująco szybko - to niesamowite obserwować zwierzaka, który dwoi się i troi, żeby wykombinować co musi uczynić. To kolejny logiczny argument na to, że warto spróbować tych metod.
Znam psa, który prowadzony tradycyjnie nie potrafi wykonać podstawowych komend nigdzie poza swoim ogródkiem (nikt też właścicielce nie tłumaczył, że należy je ćwiczyć w różnych miejscach), a jego szkolenie trwa już 1,5 roku. To bardzo długo. Na pewno w różnych szkołach czas ten może być inny, np. krótszy. Ja wiem, że przeciętnie wystarcza 3 miesiące ćwiczeń z psem po 15 minut dziennie plus/w tym na spacerach (gdzie i tak spędzamy z psem czas i tak) i pies może w świetnym stopniu, jeśli nie doskonałym opanować kilka umiejętności pozwalających stać się niekłopotliwym towarzyszem życia.

Żeby to lepiej zrozumieć, opiszę na prostym przykładzie.

Piesek, który się bawi z Wami zaczyna tracić kontrolę nad swoimi emocjami i podgryza Was ząbkami.

Co robimy?

Po pierwsze natychmiast przerywamy zabawę (odbieramy psu, to co jest dla niego przyjemne), zabieramy ręce (od wyjątkowych gryzaczy trzeba nawet odejść, albo odizolować w pokoju na 2 minuty) i czekamy aż psiak się uspokoi. Kiedy to uczyni, do zabawy wracamy - czyli nagradzamy go za zachowanie pożądane. Piesek w końcu pojmie, że jeśli chce się bawić, musi zachowywać się spokojnie a już na pewno nie może dotykać zębami naszych dłoni.
Tak mniej więcej wygląda schemat wychowania psa. W szkoleniu pozytywnym również wyznaczamy granice i również dbamy o to, żeby były przestrzegane. Wszystko co robimy, robimy na naszych zasadach. Tylko od naszej konsekwencji zależy to, czy odniesiemy sukces.

Kolejną ważną rzeczą jest dopasowanie swoich oczekiwań do możliwości psa. Musimy być rozsądni - nie możemy wymagać od zwierzaka czegoś, czego jeszcze nie umie albo nie potrafi zrozumieć. W tym celu dzielimy zachowania na kilka mniejszych etapów.
Jeśli chcemy nauczyć psa przynoszenia aportu to przykładowo najpierw nagradzamy psa za spojrzenie, potem za podejście, dotknięcie nosem, otwarcie szczęk, wzięcie do pyska, podniesienie, przenoszenie na coraz większe odległości, aż w końcu podanie prosto do rąk. W ten sposób zwierzak jest w stanie bardzo szybko załapać o co nam chodzi. Pamiętajcie: im wolniej, tym szybciej!

Najwięcej problemów szkoleniowych przysparza właśnie to, że wymagamy od psa za dużo i za szybko. Jeśli pies kilka razy wykonał na sygnał jakąś komendę to nie oznacza, że już się jej nauczył. Potrzeba kilkaset powtórek danego ćwiczenia w różnych warunkach, żeby zwierzakowi dokładnie się utrwaliło co i jak.
Warto się nad tym zastanowić za każdym razem, kiedy coś nie wychodzi i pomyśleć jak jeszcze można ułatwić zadanie naszemu zwierzakowi. Jesteśmy bardzo inteligentnym gatunkiem, korzystajmy z tego.

I tutaj zgrabnie przechodzimy do kolejnej istotnej kwestii. Kluczem do szkolenia jest myślenie. Musimy się postarać, żeby nasz pies pracował i mu się to opłacało (zwykle wystarczą smakołyki) i zaplanować sesję tak, żeby zawsze kończyła się dla psa sukcesem. Bardzo to wpływa na motywację zwierzęcia i dzięki temu uczy się jeszcze szybciej.

Podsumowując:
- zachowania pożądane nagradzamy
- zachowania niepożądane ignorujemy
- naukę dzielimy na małe etapy, zawsze zapewniając psu sukces
- poziom trudności dopasowujemy do możliwości psa

Ideą szkolenia pozytywnego oprócz motywowania nagradzaniem, jest podejście do pracy z psem jako do współpracy. Człowiek wychodzi niejako naprzeciw potrzebom zwierzęcia, stara się je zrozumieć i występuje w roli cierpliwego i wyrozumiałego przewodnika, pomagającego naprawić popełnione błędy. Bardzo duży nacisk kładzie się tutaj na dobrą relację z psem – pies nie jest meblem ani robotem mechanicznie wykonującym komendy, ale towarzyszem, który chce to robić, bo przynosi mu to radość. Obie strony coś od siebie dają i obie są zadowolone.

Największym ryzykiem, jakie niesie za sobą stosowanie metod pozytywnego szkolenia, jest niechybne zakochanie się w swoim zwierzaku i dołączenie do milionów ludzi na świecie opanowanych tą epidemią innego, pozytywnego postrzegania rzeczywistości - do grona Przyjaciół Psów.

Jeśli do tej pory Wasze psy sprawiały Wam przyjemność, to można się tylko spodziewać jaką radość sprawi Wam odkrycie w swoim pupilu nie tylko psa, ale i Przyjaciela.

W kolejnych notkach można się spodziewać:
- mitów na temat metod pozytywnych
- wyjaśnieniu czym jest i jak korzystać z klikera
- jak motywować swojego psa
24.09.2010 o godz. 22:00
Karanie w wychowaniu psów jest dość kontrowersyjnym tematem. Ludzie przyzwyczajeni są do stosowania kar i w gruncie rzeczy jest to chyba najczęściej spotykane narzędzie wychowawcze, zarówno w domu jak i w szkole. Motywacja jest zjawiskiem dość rzadkim, znacznie trudniej zasłużyć sobie na nagrodę, tak jakby liczyło się wyłącznie to, żeby zachowanie niepożądane przez rodzica, nauczyciela czy pracodawcę się nie pojawiło, a już nasz w tym problem, żeby dostosować się do ich wymagań. Z ich punktu widzenia pewnie tak jest wygodniej, może szybciej, ale tak naprawdę robią nam tym wielką krzywdę, ponieważ w konsekwencji zachętą staje się brak kary.
Uczymy się unikając jej i w końcu staje się to celem samym w sobie. Dobrze wiemy, czego nie robić, ale ponieważ nie byliśmy nagradzani za naszą inicjatywę, nie podejmujemy jej, bo jeszcze się okaże, że to, co byśmy zrobili zalicza się do zachowań niepożądanych.
Nie robimy więc nic niebezpiecznego, często pozbawiając się zdobycia wielu ciekawych doświadczeń i przeżyć. Idziemy z prądem, byle do jutra, a jutro to już jakoś będzie. Skrycie marzymy o aktorstwie, malarstwie, pisarstwie, psychologii, nauczeniu się gry w tenisa czy kursie nurkowania, ale i te marzenia pozostają często niespełnione w obawie przed naganą, czy głupimi pytaniami w stylu: „Ale po co Ci to?” i wypowiedziami: „Zajmij się lepiej czymś pożytecznym”.
Nierzadko wyrzucamy sobie brak wiary w siebie i niemożność dążenia do obranych celów, twierdzimy, że się nie uda, że to bez sensu..

Dla wielu z nas to wszystko brzmi znajomo, prawda?

Taka postawa w sporej mierze wyrasta właśnie ze stosowania kar a zapominaniu o motywacji. Mówią nam co jest źle, rzadziej co dobrze – uczą nas bezpiecznego życia bez zbędnych doznań i stresów. Nie bądźmy tacy sami.

Nie mniej – karać trzeba, bo dzięki temu jednostka wyciąga wnioski ze swojego postępowania, uczy się jakiejś odpowiedzialność i wielu innych ważnych rzeczy, które nie są tematem moich rozważań.

Tak jak pisałam poprzednio karać można na dwa sposoby. Nauka karę określa mianem „wygaszenia”, które może być pozytywne lub negatywne. Tłumaczenie to jest trochę nieszczęśliwe, ponieważ nie ma to nic wspólnego z oceną charakteru kary, więc pojawiają się również zamienne określenia: dodatnia lub ujemna.

Wygaszenie dodatnie (P+) to dostarczanie czegoś nieprzyjemnego karanemu, a ujemne (P-): odbieranie czegoś przyjemnego.

Większość z nas karze w ten pierwszy sposób: krzyczymy, ubliżamy, wypisujemy nagany, uwagi, niekiedy bijemy, mścimy się po czasie i wiele innych..

Drugi sposób to np. szlaban na komputer, czy zakaz wyjścia z domu na imprezę czy odebranie premii..

Pierwszy sposób jest łatwiejszy, drugi wymaga myślenia, bo musimy wiedzieć, co trzeba odebrać karanemu, żeby kara była skuteczna.

Jak więc karać?

Żelazna zasada: nie stosujemy przemocy
. Wielu ludzi pewnie wyśmiałoby to stwierdzenie, napominając coś o bezzasadności bezstresowego wychowania, ale tutaj to ja bym się popukała w głowę, bowiem czy tylko przemoc=stres? Po takiej wypowiedzi od razu widać, że Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym, na czym polega wychowanie bezstresowe, tylko rzucają nieznanymi terminami na prawo i lewo.
Karanie dostarcza stresu i nie musi to być bicie.

Jedna z definicji kary to:
„Działanie, które zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia danego zachowania”.
Ot, tyle.
Nie ma słowa o tym, że ma boleć, a więc nie musi.

Wszystko, co do tej pory pisałam tyczy się nie tylko ludzi, ale również psów. Wiadomo, że psy na szkoleniach pozytywnych pracują chętniej niż na tych metodami tradycyjnymi.

Po tych drugich wielu właścicieli, żeby wymusić posłuszeństwo na swoim psie musi mu pokazać smycz (którą pies wielokrotnie dostał), albo kolczatkę (którą wielokrotnie był szarpany). To chore. To jest zastraszanie. Znęcanie się psychiczne nad bezbronnym zwierzęciem, które przy odrobinie Waszych chęci stanie się takim towarzyszem, że zaczniecie opowiadać wokoło (tak jak ja;)), że metody pozytywne są o wiele skuteczniejsze i nigdy nie przypuszczaliście, że tak można pracować z psem. Spróbowanie niczego nie zepsuje, a efekt na pewno zaskoczy.

Widziałam to na własne oczy i z chęcią przytoczę przykład. Pies na kolczatce, bo ciągnie, owczarek niemiecki. Na spacerze ze mną i swoim właścicielem kolczatki oczywiście nie miał. Zwykle szarpał się idąc ulicą, bo tak go interesowały psy za siatkami, a my przeszliśmy z nim bez najmniejszych problemów, nie przejmując się samochodami, psami, rowerzystami.

To nie efekt magicznej różdżki, tylko kilka (3) dni pracy przedtem – nauczyć psa skupienia uwagi na przewodniku. Cała magia, a potwierdza, że można i trzeba szkolić mózgiem.

Oprócz tego uderzenie, czy szarpnięcie psa zwykle tylko na chwilę przerywa niepożądane zachowanie, bo pies się skupia na nieprzyjemnych doznaniach. To może dawać wrażenie skuteczności, które jednak jest złudne.

Karanie psa poprzez stosowanie P+ ma jeszcze tę wadę, że pies wysyła do nas sygnały uspokajające. Oprócz tego, że świadczy to stresie zwierzaka, to jeszcze bardzo przeszkadza, kiedy chcemy wyegzekwować jakieś ważne polecenie np. „do mnie”. Pies, doskonale wiedzący, co oznacza nasz zły ton głosu zwolni, żeby nas uspokoić. Boi się kary, to oczywiste. Ostatnio do nas wrócił i dostał po uszach.
Co robi sfrustrowany właściciel? Np. straszy go kolcami, czy innymi gadżetami, żeby doczekać się wykonania polecenia, tudzież pokazać „nieposłusznemu” psu kto tu tak naprawdę rządzi (wracamy do teorii dominacji)..

W takich sytuacjach nie można mówić o jakiejkolwiek relacji między psem a człowiekiem. Pies to tylko zestresowany robot wykonujący polecenia. Oczywiście, szkoląc w ten sposób można osiągnąć doskonałe rezultaty, ale wysokim kosztem dla psa i ogromną stratą dla siebie – i mam tu na myśli nie tylko brak tej cudownej więzi, ale np. czas. Każdy uczy się szybciej, kiedy chce się uczyć, a nauka przynosi mu radość.

Uczymy psa, jak być człowiekiem, zapominając przy tym, że sami powinniśmy nauczyć się być trochę psem.

Tak więc raz na zawsze wyrzucamy z naszego repertuaru karania P+. Od dziś koniec z krzykami (zagryzamy zęby), koniec z biciem (bo agresja rodzi agresję), koniec z unieszczęśliwianiem psa (i siebie).

Karanie za pomocą P+ obarczone jest dodatkowo pewnymi punktami ryzyka o których napiszę w oddzielnej notce w późniejszym terminie.

Ale mam nadzieję, że przekonałam;)
Dla niedowiarków w następnej notce opiszę jak skutecznie karać psa.
18.09.2010 o godz. 22:53
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 8 godzin 49 minut
  • Napisanych notek: 17
  • Komentował: 1 razy
  • Zebranych komentarzy: 13
  • Ostatni wpis: 27.07.11, 14:27
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 14084 razy
  • Ilość avatarów: 1
  • Ilość zdjęć: 25
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 15
  • Ostatnie logowanie: 27.07.11, 13:40
  • Ostatnio odwiedzili: tatuaze-wzory, swiat-Gibsona, Mihol, merdacze, mikuszka, majlajf, wierszeIreny, xxxMarysoolxxx