Znalezione filmy dla wspomnienie...:
Brak.
Właściwie nie mogę dalej prowadzić tego bloga bez dzisiejszego wpisu....,zbierałam się , zbierałam
Napiszę Wam o Grubasie czyli Yetim - wspominałam o nim już to jedyny poza Panem oczywiście facet w naszym domu...Okrąglutki jak piłeczka na krótkich krzywych nóżkach z twarzą jakby codziennie nie wyrabiał się na zakrętach- ale chyba wiecie jak wygląda buldog angielski...
No więc Yeti:)
-jak Gabryśka była mała i Pani musiała brać wózek na spacery z nią i z nami to w wózku do lasu jechała Gabrysia a z powrotem wracał Yeti patrząc na Panią umęczonym wzrokiem zapasionego prosięcia a Pani nasza w związku z tym,że jest miękka nie wiedzieć czemu w właśnie w stosunku do grubasa - wiozła go w wózeczku całą drogę powrotną (tłumacząc nam coś mętnie na temat upałów i buldogów...) a Gabryśka pomykała na swoich niewielkich nóżkach...do domu
- Yeti kochał Gabryśkę jak my wszyscy ale jego miłość była można by zaryzykować "zawichrowana", kiedy wychodziliśmy na spacer całą gromadą Yeti trzymała się trzy centymetry od wózka i nie oddalał się choćby nie wiem co--wszyscy załatwialiśmy potrzeby na łączce a Gruby wracał napompowany do domu, następnie biedna Pani musiała odstawiać wózek ,Gabryśkę i wychodzić z królewiczem po raz drugi...Yeti po prostu trzymał się wózka jak zaczarowany nieważne czy pustego czy z Gabryśką w środku- potrafił wręcz bez słowa zastawić drogę do wózeczka swoim wielkim cielskiem , kiedy ktoś chciał tam zajrzeć...
- u nas w domu psiaki śpią na dole a Pan, Pani i Gabi na górze kiedy maleńka Gabi budziła się w nocy - wystarczyło, że chociażby pisnęła a Yeti już darł się na cały dom aż Pani dała mu znać , że wstała i słyszy dzidzie..to samo podczas drzemek ogrodowych Gabrysi Pani wystawiała Gabryśkę z wózkiem do ogrodu oraz z Yetim przyklejonym do wózka i mogła być pewna, że ona i cała okolica usłyszą kiedy mała wstanie:)
Yeti był psem bezwarunkowym, kochał wszystko i wszystkich ,swoim spokojem i opanowaniem zażegnywał niejedną aferę w naszym psio-ludzkim stadzie...
Był...niestety nie ma go już z nami.
Tęsknimy potwornie...
A moja Pani do tej pory nie potrafi wytłumaczyć Gabryśce gdzie jest jej niezmordowany stróż i obrońca...najpierw powiedziała, że poszedł na spacer i się zgubił ale w związku z tym, że Gabryśka przez wiele dni szukała go pod każdym listkiem, gałązką a w drodze do przedszkola trzeba było dziesięc razy zatrzymywać samochód bo wydawało jej się , ze zza jakiegoś śmietnika wystaje jej pies, nie mówiąc o tym, że spała przy zapalonym świetle, żeby gruby znalazł drogę do domu...teraz Pani zmieniłą wersje i powiedziała Gabryśce , że Yeti jest psim aniołkiem---tu trochę uspokoiła naszego dzieciaka- bo kiedy Yeti był już bardzo chory Gabryśka regularnie zakładała mu swoje skrzydełka motylka , żeby łątwiej było mu chodzić, więc jest pewna, że na pewno jej przyjaciel poradzi sobie dzięki tym skrzydełkom jako psi aniołek...
Napiszę Wam o Grubasie czyli Yetim - wspominałam o nim już to jedyny poza Panem oczywiście facet w naszym domu...Okrąglutki jak piłeczka na krótkich krzywych nóżkach z twarzą jakby codziennie nie wyrabiał się na zakrętach- ale chyba wiecie jak wygląda buldog angielski...
No więc Yeti:)
-jak Gabryśka była mała i Pani musiała brać wózek na spacery z nią i z nami to w wózku do lasu jechała Gabrysia a z powrotem wracał Yeti patrząc na Panią umęczonym wzrokiem zapasionego prosięcia a Pani nasza w związku z tym,że jest miękka nie wiedzieć czemu w właśnie w stosunku do grubasa - wiozła go w wózeczku całą drogę powrotną (tłumacząc nam coś mętnie na temat upałów i buldogów...) a Gabryśka pomykała na swoich niewielkich nóżkach...do domu
- Yeti kochał Gabryśkę jak my wszyscy ale jego miłość była można by zaryzykować "zawichrowana", kiedy wychodziliśmy na spacer całą gromadą Yeti trzymała się trzy centymetry od wózka i nie oddalał się choćby nie wiem co--wszyscy załatwialiśmy potrzeby na łączce a Gruby wracał napompowany do domu, następnie biedna Pani musiała odstawiać wózek ,Gabryśkę i wychodzić z królewiczem po raz drugi...Yeti po prostu trzymał się wózka jak zaczarowany nieważne czy pustego czy z Gabryśką w środku- potrafił wręcz bez słowa zastawić drogę do wózeczka swoim wielkim cielskiem , kiedy ktoś chciał tam zajrzeć...
- u nas w domu psiaki śpią na dole a Pan, Pani i Gabi na górze kiedy maleńka Gabi budziła się w nocy - wystarczyło, że chociażby pisnęła a Yeti już darł się na cały dom aż Pani dała mu znać , że wstała i słyszy dzidzie..to samo podczas drzemek ogrodowych Gabrysi Pani wystawiała Gabryśkę z wózkiem do ogrodu oraz z Yetim przyklejonym do wózka i mogła być pewna, że ona i cała okolica usłyszą kiedy mała wstanie:)
Yeti był psem bezwarunkowym, kochał wszystko i wszystkich ,swoim spokojem i opanowaniem zażegnywał niejedną aferę w naszym psio-ludzkim stadzie...
Był...niestety nie ma go już z nami.
Tęsknimy potwornie...
A moja Pani do tej pory nie potrafi wytłumaczyć Gabryśce gdzie jest jej niezmordowany stróż i obrońca...najpierw powiedziała, że poszedł na spacer i się zgubił ale w związku z tym, że Gabryśka przez wiele dni szukała go pod każdym listkiem, gałązką a w drodze do przedszkola trzeba było dziesięc razy zatrzymywać samochód bo wydawało jej się , ze zza jakiegoś śmietnika wystaje jej pies, nie mówiąc o tym, że spała przy zapalonym świetle, żeby gruby znalazł drogę do domu...teraz Pani zmieniłą wersje i powiedziała Gabryśce , że Yeti jest psim aniołkiem---tu trochę uspokoiła naszego dzieciaka- bo kiedy Yeti był już bardzo chory Gabryśka regularnie zakładała mu swoje skrzydełka motylka , żeby łątwiej było mu chodzić, więc jest pewna, że na pewno jej przyjaciel poradzi sobie dzięki tym skrzydełkom jako psi aniołek...
Tagi:
wspomnienie...
27.07.2011 o godz. 14:27
komentuj (1)




