Znalezione filmy dla no i jest nas czwórka...:
Brak.
Pani się odgrażała, odgrażała i stało się...mamy w domu dzidzie i nie mówię tu o Gabryśce, bo ona skończyła już dwa lata a odkąd skończyła 9 miesięcy rozstawiała nas po kątach...i nie traktujemy jej w kategoriach dzidzi ale partnerki:)
Dzidzia jest ruda, durna i ...największa z nas wszystkich jest dożycą de bordeaux i ma na imię Czarina. Totalna masakra-łapy jej się plączą, żadnych komend nie umie,wkurza nas bo dostaje karmę kilka razy dziennie a nie tak jak my raz-wszystkiego ją trzeba będzie nauczyć.Już się podzieliliśmy ja uczę ją jak się biega (no słowo daje,że nie potrafi), Yeti jak obgryzać drzewka w ogrodzie i jak podnosić nogę przy sikaniu (tłumaczę mu, że to kobita ale postawił to sobie za punkt honoru...)a Melba ma nauczyć małą jak się tarzać skutecznie w kupie (no, bo Melba właściwie tylko to potrafi), więc dużo roboty przed nami.
Gabryśka ją oczywiście pokochała bezwarunkowo, ale ona wszystkich nas kocha -nawet Melbę czemu się bezustannie dziwię.
Poza tym Gabryśka poszła do przedszkola- Pani się bała, że wyrośnie z niej taki Mowgli z Dżungli jak będzie przebywała stale z nami--strrasznie to wszyscy przeżyliśmy.
Gabryśka nie rozumie dlaczego nie możemy z nią chodzić do przedszkola a my nie rozumiemy dlaczego nas zostawia...w związku z tym, że inne dzieci w przedszkolu płakały za rodzicami a Gabryśka za nami- Pani dała jej w woreczku nasze zdjęcia i zawsze kiedy jej smutno podobno nas całuje.
Za to cały czas po powrocie spędzamy razem-w przedszkolu uczą się tańczyć, więc po powrocie dzieciak ciąga nas na dwóch łapkach, uczą się gotować, więc mała dzieli biszkopta (jednego-podkreślam) na pięć części kładzie nam na małych talerzykach i mamy udawać , że jemy--więc wpatrujemy się w te okruszki biszkopta, Yeti- grubas pęka pierwszy a potem to już jest jazda, kto komu szybciej rąbnie jego okrucha, Gabryśka się drze my się szarpiemy i jest świetnie.
Kolejną nową zabawą z przedszkola są rysowanki- Gabi rozdaje nam kredki i kartki i zanim dojdzie do mnie durna Melba już kończy konsumować swoją kredkę, a Yeti wsuwa kartkę...no i tak się bawimy bez sensu---zanim małą wysłali na to przedszkolne zesłanie bawiliśmy się normalnie-podgryzanie (nie myślcie, że Gabryśka przegrywała w tej zabawie), przeciąganie sznurków, wspólne gonitwy za piłką, wspólne jedzenie biszkoptów oglądając bajki...a- teraz - no ale cóż moja Pani zawsze uważa, że wie lepiej a jaki jest efekt? Dzieciak przynosi do domu jakieś durne pomysły, psy czyli my usychają z tęsknoty- ale jak mówi Pani- czas dorosnąć...zastanawiamy się teraz , kogo następnego wyślą do przedszkola Yeti się martwi, że jego, w końcu jest najstarszy...
Dzidzia jest ruda, durna i ...największa z nas wszystkich jest dożycą de bordeaux i ma na imię Czarina. Totalna masakra-łapy jej się plączą, żadnych komend nie umie,wkurza nas bo dostaje karmę kilka razy dziennie a nie tak jak my raz-wszystkiego ją trzeba będzie nauczyć.Już się podzieliliśmy ja uczę ją jak się biega (no słowo daje,że nie potrafi), Yeti jak obgryzać drzewka w ogrodzie i jak podnosić nogę przy sikaniu (tłumaczę mu, że to kobita ale postawił to sobie za punkt honoru...)a Melba ma nauczyć małą jak się tarzać skutecznie w kupie (no, bo Melba właściwie tylko to potrafi), więc dużo roboty przed nami.
Gabryśka ją oczywiście pokochała bezwarunkowo, ale ona wszystkich nas kocha -nawet Melbę czemu się bezustannie dziwię.
Poza tym Gabryśka poszła do przedszkola- Pani się bała, że wyrośnie z niej taki Mowgli z Dżungli jak będzie przebywała stale z nami--strrasznie to wszyscy przeżyliśmy.
Gabryśka nie rozumie dlaczego nie możemy z nią chodzić do przedszkola a my nie rozumiemy dlaczego nas zostawia...w związku z tym, że inne dzieci w przedszkolu płakały za rodzicami a Gabryśka za nami- Pani dała jej w woreczku nasze zdjęcia i zawsze kiedy jej smutno podobno nas całuje.
Za to cały czas po powrocie spędzamy razem-w przedszkolu uczą się tańczyć, więc po powrocie dzieciak ciąga nas na dwóch łapkach, uczą się gotować, więc mała dzieli biszkopta (jednego-podkreślam) na pięć części kładzie nam na małych talerzykach i mamy udawać , że jemy--więc wpatrujemy się w te okruszki biszkopta, Yeti- grubas pęka pierwszy a potem to już jest jazda, kto komu szybciej rąbnie jego okrucha, Gabryśka się drze my się szarpiemy i jest świetnie.
Kolejną nową zabawą z przedszkola są rysowanki- Gabi rozdaje nam kredki i kartki i zanim dojdzie do mnie durna Melba już kończy konsumować swoją kredkę, a Yeti wsuwa kartkę...no i tak się bawimy bez sensu---zanim małą wysłali na to przedszkolne zesłanie bawiliśmy się normalnie-podgryzanie (nie myślcie, że Gabryśka przegrywała w tej zabawie), przeciąganie sznurków, wspólne gonitwy za piłką, wspólne jedzenie biszkoptów oglądając bajki...a- teraz - no ale cóż moja Pani zawsze uważa, że wie lepiej a jaki jest efekt? Dzieciak przynosi do domu jakieś durne pomysły, psy czyli my usychają z tęsknoty- ale jak mówi Pani- czas dorosnąć...zastanawiamy się teraz , kogo następnego wyślą do przedszkola Yeti się martwi, że jego, w końcu jest najstarszy...
Tagi:
no i jest nas czwórka...
23.03.2011 o godz. 20:36
komentuj (1)




