Moje własne szczęscia

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

SPOKOJNIE TO TYLKO KOSZENIE
Tak by się mogło wydawać...ale nie u nas. Pani od rana chodzi podenerwowana, bo nie wiedzieć czemu ta czynność przypadła właśnie jej. Co jakiś czas popatruje na psy i niestety nie bez powodu, bo kiedy całe normalne stado na widok kosiarki delikatnie usuwa się na swoje materace celem pogłębienia opalenizny i przeżycia tego hałasu w spokoju, bassecisko nie wiedzieć czemu wykazuje dziwne podniecenie i co chwilę uśmiecha się od ucha do ucha. Pani odpala i zaczyna się...Bassecisko już pędzi w stronę kosiarki i kładzie się jak kłoda na jej drodze, Pani prosi, krzyczy, błaga durny basset odchodzi dla niepoznaki by za chwilę znowu znienacka runąć trzy centymetry przed kosiarką. Już widzę przerażone myśli w paninej głowie przedstawiające bassecisko bez jednego długiego uszyska...chociaż jakby się nad ta myślą pochylić ile to mniej wody wyniesionej na uszach z miski i przeciągniętej po podłodze w postaci dwóch smętnych niekończących się śladów. W każdym razie atmosfera gęstnieje Pani klnie już jak szewc na całą wieś - my się kulimy przestraszone chociaż w sumie wyzwiska rzucane w stronę tego przegubowca sprawiają nam grzecznym pieskom pewien rodzaj przyjemności....w końcu Pani puszczają nerwy minęły dwie godziny przerzucania bassetem z drogi kosiarki w inne miejsce tylko po to, żeby to długie stworzenie truchtem wróciło w to samo miejsce i wywaliło długi brzuch przed kosiarą jakby chciało być przecięte na pół... po naprawdę długim czasie zmagań Pani wreszcie stykają w głowie złącza (u naszej Pani taki proces potrafi zachodzić w nieskończoność) i ogarnia co kieruje jej wypieszczonym przegubowcem- otóż bassecisko jest regularnie odkurzane przy okazji odkurzania mieszkania, rozpłaszcza się Pani je chwilę poodkurza i całe szczęśliwe umożliwia dalsze sprzątanie domu...i już, juz było tak blisko rozwiązania... a jednak Pani woli stosować strategię przeżucania...przecież wystarczyłoby raz porządnie przejechać kosiarką po bassecie i wszystkie nasze problemy by się skończyły...ale nie, ona jak zawsze wie lepiej...
grappa.jpg
17.05.2013 o godz. 15:01

U nas długo nie może być spokój...jakiś czas temu cichutko odeszła od nas nasza staruszka Melba,nie będę się rozpisywać-po prostu przyszedł jej czas...a w domu powiało pustką- chociaż mam wrażenie,ze dla mojej Pani dopóki nie będzie nas miała dziesiątki zawsze będzie za cicho i za pusto...ale jak już wspominałam ona jest prawdopodobnie zaburzona...Najbardziej lubię wieczory, kiedy nikt nie słyszy własnych myśli ,Gabryśka się drze,my wariujemy na całego, no mówię Wam wióry lecą a w pewnym momencie Pan i Pani patrząc sobie głęboko w oczu stwierdzają, że zbyt u nas smutno i spokojnie...ja oczywiście proponuje wtedy wycieczkę do "normalnego" domu gdzie wieczory spędza się przy kominku, z lampką wina, w tle słychać relaksacyjną muzykę, dziecka brak a jeden dorodny spaniel wyleguje się na posłaniu...ale ja to sobie mogę mówić, więc Grappa no cóż ....chyba jest niepełnosprawna,bo nie jest w stanie polizać sobie pupy kiedy ma na to ochotę,wodę pije przede wszystkim uszami a potem ciągnie po podłodze dwie wodne ścieżki, jest trochę autystyczna-kiedy Pani coś do niej mówi z uporem maniaka patrzy w jeden punkt,ma dziwny zapach jakby suszonych grzybków i oczywiście dożyce ją pokochały- wisi im na faflach, chodzi po nich i jest totalnie rozpuszczonym bachorem. Nie wiem co z niej będzie ale czuje,że nic dobrego...a wierzcie mi to nie koniec likwidacji ciszy i spokoju w tym nawiedzonym domu...wczoraj podsłuchiwałam...
grappa i gabi.jpg
grappa bokiem.JPG
Tagi: Grappa
23.02.2013 o godz. 07:38

ooooj przepraszam, wiem , że dawno nie pisałam...
ale u nas jak zwykle kociokwik...
Przede wszystkim z roli największego psa w domu awansowałam do roli malucha no cóż, nie mogę konkurować z dwiema dożycami..tak, nie przesłyszeliście się mamy kolejnego doga, teraz mniejsza ode mnie jest jedynie Melba no ale ona jest mniejsza chyba od każdego- patrząc po zapędach mojej Pani to następna będzie żyrafa bo po prostu świat nie wymyślił już większych psów niż te,które ona nam zafundowała...
Co z tego mamy...
- Gabryśka musi przemieszczać się przy ścianach, bo jak dożyce się rozpędzą to jest pędząca ponad stukilogarmowa kotłowanina- Gabryśka waży 15..
- schodzi nam miesięcznie ponad 50 kg karmy z czego moje spożycie wynosi pewnie z 7...
- jak wszyscy kładziemy się na posłaniu to "krowy" zajmują 99,8 procent 0,2 zajmuje Melba - już chyba wiadomo gdzie ja leżę
- wszyscy podziwiają "krowy" bo olbrzymie, Melbę bo maleńka a mnie traktują jakbym była doniczką- nie nawet nie, bo doniczkę musieliby zauważyć, żeby ją ominąć a ja przecież się przesunę...
- rozmiar kupowanych psich zabawek osiągnął takie rozmiary, że mogę sobie najwyżej popatrzeć, bo przecież do pyska mi się nie zmieści...
- wczoraj myśląc , że wreszcie ktoś kupił mi zabawkę w dobrej wierze zjadłam tzw glut- szmatkę- nie muszę Wam mówić do czego służyła wcześniej...
- rozmiar krokietów, w karmach, które są kupowane jest wielkości mojej łapy bo przecież "krowięta" muszą gryźć, wiec zanim ja nadgryzę jeden krokiet one skończą swoje porcje i patrzą na mnie jakbym im kota zjadła..
- wszystkie miski są na stojakach, żeby wielkoludy nie musiały się schylać, więc ja praktycznie nie sięgam,-- spróbujcie zjeść cały posiłek stojąc na koniuszkach palców...
-wszędzie jeżdżą z Panią , bo przecież są 'malutkie" muszą się socjalizować a ja jestem duża i na pewno rozumiem..
- nie muszę chyba wspominać, że nie muszą czekać aż coś spadnie ze stołu, bo same wcześniej po to sięgną, więc nie ma co liczyć , że cokolwiek kiedykolwiek spadnie w naszym domu na podłogę...
- kiedy wszyscy jedziemy w samochodzie najpierw wchodzę ja a potem krowy siadają centralnie na mnie, bo przecież ja taka mięciutka- w czasie drogi praktycznie tracę przytomność przygnieciona i zanim się dobrze otrząsnę wracamy z tej super wycieczki, więc potem kilka dni dochodzę do siebie a Pani oczywiście do Pana "oj ta Kamiga potrzebuje coraz mniej ruchu zobacz jak długo odsypia..."
- to chyba jasne, że nikt mnie nie bierze już na kolana, bo przecież krowy będą zazdrosne a one się nie mieszczą i byłoby im przykro...
Musiałam to z siebie wyrzucić
pozdrawia was Kamiga- średni springer spaniel
Na zdjęciach moje "siostry- krowięta"
aaach
23.03.2012 o godz. 14:45

Właściwie nie mogę dalej prowadzić tego bloga bez dzisiejszego wpisu....,zbierałam się , zbierałam
Napiszę Wam o Grubasie czyli Yetim - wspominałam o nim już to jedyny poza Panem oczywiście facet w naszym domu...Okrąglutki jak piłeczka na krótkich krzywych nóżkach z twarzą jakby codziennie nie wyrabiał się na zakrętach- ale chyba wiecie jak wygląda buldog angielski...
No więc Yeti:)
-jak Gabryśka była mała i Pani musiała brać wózek na spacery z nią i z nami to w wózku do lasu jechała Gabrysia a z powrotem wracał Yeti patrząc na Panią umęczonym wzrokiem zapasionego prosięcia a Pani nasza w związku z tym,że jest miękka nie wiedzieć czemu w właśnie w stosunku do grubasa - wiozła go w wózeczku całą drogę powrotną (tłumacząc nam coś mętnie na temat upałów i buldogów...) a Gabryśka pomykała na swoich niewielkich nóżkach...do domu
- Yeti kochał Gabryśkę jak my wszyscy ale jego miłość była można by zaryzykować "zawichrowana", kiedy wychodziliśmy na spacer całą gromadą Yeti trzymała się trzy centymetry od wózka i nie oddalał się choćby nie wiem co--wszyscy załatwialiśmy potrzeby na łączce a Gruby wracał napompowany do domu, następnie biedna Pani musiała odstawiać wózek ,Gabryśkę i wychodzić z królewiczem po raz drugi...Yeti po prostu trzymał się wózka jak zaczarowany nieważne czy pustego czy z Gabryśką w środku- potrafił wręcz bez słowa zastawić drogę do wózeczka swoim wielkim cielskiem , kiedy ktoś chciał tam zajrzeć...
- u nas w domu psiaki śpią na dole a Pan, Pani i Gabi na górze kiedy maleńka Gabi budziła się w nocy - wystarczyło, że chociażby pisnęła a Yeti już darł się na cały dom aż Pani dała mu znać , że wstała i słyszy dzidzie..to samo podczas drzemek ogrodowych Gabrysi Pani wystawiała Gabryśkę z wózkiem do ogrodu oraz z Yetim przyklejonym do wózka i mogła być pewna, że ona i cała okolica usłyszą kiedy mała wstanie:)
Yeti był psem bezwarunkowym, kochał wszystko i wszystkich ,swoim spokojem i opanowaniem zażegnywał niejedną aferę w naszym psio-ludzkim stadzie...
Był...niestety nie ma go już z nami.
Tęsknimy potwornie...
A moja Pani do tej pory nie potrafi wytłumaczyć Gabryśce gdzie jest jej niezmordowany stróż i obrońca...najpierw powiedziała, że poszedł na spacer i się zgubił ale w związku z tym, że Gabryśka przez wiele dni szukała go pod każdym listkiem, gałązką a w drodze do przedszkola trzeba było dziesięc razy zatrzymywać samochód bo wydawało jej się , ze zza jakiegoś śmietnika wystaje jej pies, nie mówiąc o tym, że spała przy zapalonym świetle, żeby gruby znalazł drogę do domu...teraz Pani zmieniłą wersje i powiedziała Gabryśce , że Yeti jest psim aniołkiem---tu trochę uspokoiła naszego dzieciaka- bo kiedy Yeti był już bardzo chory Gabryśka regularnie zakładała mu swoje skrzydełka motylka , żeby łątwiej było mu chodzić, więc jest pewna, że na pewno jej przyjaciel poradzi sobie dzięki tym skrzydełkom jako psi aniołek...
Obraz 033.jpg
27.07.2011 o godz. 14:27

Pani się odgrażała, odgrażała i stało się...mamy w domu dzidzie i nie mówię tu o Gabryśce, bo ona skończyła już dwa lata a odkąd skończyła 9 miesięcy rozstawiała nas po kątach...i nie traktujemy jej w kategoriach dzidzi ale partnerki:)
Dzidzia jest ruda, durna i ...największa z nas wszystkich jest dożycą de bordeaux i ma na imię Czarina. Totalna masakra-łapy jej się plączą, żadnych komend nie umie,wkurza nas bo dostaje karmę kilka razy dziennie a nie tak jak my raz-wszystkiego ją trzeba będzie nauczyć.Już się podzieliliśmy ja uczę ją jak się biega (no słowo daje,że nie potrafi), Yeti jak obgryzać drzewka w ogrodzie i jak podnosić nogę przy sikaniu (tłumaczę mu, że to kobita ale postawił to sobie za punkt honoru...)a Melba ma nauczyć małą jak się tarzać skutecznie w kupie (no, bo Melba właściwie tylko to potrafi), więc dużo roboty przed nami.
Gabryśka ją oczywiście pokochała bezwarunkowo, ale ona wszystkich nas kocha -nawet Melbę czemu się bezustannie dziwię.
Poza tym Gabryśka poszła do przedszkola- Pani się bała, że wyrośnie z niej taki Mowgli z Dżungli jak będzie przebywała stale z nami--strrasznie to wszyscy przeżyliśmy.
Gabryśka nie rozumie dlaczego nie możemy z nią chodzić do przedszkola a my nie rozumiemy dlaczego nas zostawia...w związku z tym, że inne dzieci w przedszkolu płakały za rodzicami a Gabryśka za nami- Pani dała jej w woreczku nasze zdjęcia i zawsze kiedy jej smutno podobno nas całuje.
Za to cały czas po powrocie spędzamy razem-w przedszkolu uczą się tańczyć, więc po powrocie dzieciak ciąga nas na dwóch łapkach, uczą się gotować, więc mała dzieli biszkopta (jednego-podkreślam) na pięć części kładzie nam na małych talerzykach i mamy udawać , że jemy--więc wpatrujemy się w te okruszki biszkopta, Yeti- grubas pęka pierwszy a potem to już jest jazda, kto komu szybciej rąbnie jego okrucha, Gabryśka się drze my się szarpiemy i jest świetnie.
Kolejną nową zabawą z przedszkola są rysowanki- Gabi rozdaje nam kredki i kartki i zanim dojdzie do mnie durna Melba już kończy konsumować swoją kredkę, a Yeti wsuwa kartkę...no i tak się bawimy bez sensu---zanim małą wysłali na to przedszkolne zesłanie bawiliśmy się normalnie-podgryzanie (nie myślcie, że Gabryśka przegrywała w tej zabawie), przeciąganie sznurków, wspólne gonitwy za piłką, wspólne jedzenie biszkoptów oglądając bajki...a- teraz - no ale cóż moja Pani zawsze uważa, że wie lepiej a jaki jest efekt? Dzieciak przynosi do domu jakieś durne pomysły, psy czyli my usychają z tęsknoty- ale jak mówi Pani- czas dorosnąć...zastanawiamy się teraz , kogo następnego wyślą do przedszkola Yeti się martwi, że jego, w końcu jest najstarszy...
czarinka najnowsza 003.jpg
23.03.2011 o godz. 20:36

Witam noworocznie,
U nas super-święta minęły błyskawicznie.
Wszyscy dostaliśmy prezenty.
My także sprawiliśmy prezent naszej rodzince.
Ale było radości...
Pani kupiła piękny wieniec do powieszenia na drzwi wejściowe- duży i kolorowy wszystkim nam się podobał,a że nasza Pani lubi kiedy myślimy i kombinujemy zawiesiła spryciula ten wieniec wysoko na drzwiach zamiast dać nam go bezpośrednio.
Całą noc kombinowaliśmy jak się do niego dostać (Pani byłaby zachwycona...)a rano...
Kiedy już wszystko było posprzątone i przygotowane do Wigilii- poprosiliśmy grzecznie, żeby Pani wypuścila nas do ogrodu i się zaczęło...
Yeti rozpędził się jak pocisk i całą swoją buldozią masą walnął w drzwi, wieniec płynnie się zsunął prosto w mój pysk.-podzieliliśmy się:
Melba dostała piękne czerwone sztuczne kwiaty
Yeti kawałki jemioły a ja wzięłam igliwie w podzięce za taki prezent postanowiliśmy pięknie, świątecznie przystroić podwórko, które było smutne bo Pan cały ranek odśnieżał i sprzątał nasze zabawki.
Nie minęła godzina a wszędzie były cudnie porozrzucane kawałeczki jemioły , zielonego igliwia oraz świątecznych czerwonych sztucznych kwiatów.
Pani jak to zobaczyła - aż krzyknęła ze szczęścia!!!natychmiast z Panem zaczęli zbierać nasze ozdoby (cały czas pokrzykując z radości) chyba bali się , że świąteczni goście pozazdroszczą i będzie im przykro, że ich psy nie wpadły na taki świąteczny prezent dla swoich Państwa...
02.01.2011 o godz. 17:43

No i w końcu w nagrodę za to, że tak ładnie pokazałam Pana- Pani kupiła nam (chociaż Yeti, Melba i Gabryśka nic nie zrobiły- jak zwykle ja musiałam na wszystko zasłużyć)posłanko przed kominek...
ładne w łapki tylko podsłuchałam, że Pani chce nam sprawić kolejnego psa doga de bordeaux- tylko w tedy chyba Gabryśka będzie siedziała w kominku, bo on się tu nie zmieści...
Kupa wariatów...
88.JPG
66.JPG
Tagi: nagroda
11.10.2010 o godz. 12:35

Świetnie..., Pani od tygodni mi powtarzała, że spotka mnie niespodzianka...
-jeśli będę grzeczna,
- jeśli nie będę ganiała Melby,
- jeśli będę ładnie ćwiczyła posłuszeństwo,
i takich jeśli chyba tysiąc
Gabryśka powiedziała, że też jej tak mówią jak ma przyjść Mikołaj, więc w miarę możliwosci stosowałam się.
Zbliżał się dzień wielkiej niespodzianki- okazało się, że ostatni raz muszę być grzeczna a później już TO nastąpi...
zawieźli mnie do Pani, która miała stolik, maszynki nożyczki i mnóstwo dziwnych zapachów i wyobraźcie sobie pomacahli mi i poszli.
Nie znałam kobity, więc godziłam się na cuda , które ze mną wyczyniała pamiętając o obiecanej jutrzejszej niespodziance, kiedy mnie odebrali przypominałam wariata, pachniałam jak idiota a Melba i Yeti prawie padły ze śmiechu jak mnie zobaczyły...
Nastapił wyczekany dzień.
Raniutko wszyscy wsiedliśmy do samochodu (he,he Melba i Yeti zostały-i niech się teraz śmieją:))
i pojechaliśmy a tam...MASAKRA
Miliard ludzi jeszcze więcej psów, prawie wszystkie wyglądały i pachniały idiotycznie- czyli tak jak ja.
Pomyślałam, że wszystkie pewnie były grzeczne i zaraz zacznie się wydzielanie niespodzianek.
Przepychaliśmy się przez tłum w poszukiwaniu ringu nr 4 (żebym ja jeszcze wiedziała co to jest ring)--następnie stłoczyliśmy się przy ringu...
Pan przebiegł ze mną dwa kółka, potem rozciągnął mnie jak wariata, jakaś obca kobita grzebała mi w zębach- Pani z Gabryśką na rękach stała poza ringiem i darła się to Pana - głowa wyżej i takie tam, chociaż chłopina biegając ze mną i tak trzymał się prosto.
Na ringu byłyśmy we dwie obie pokazywałyśmy sporych facetów- mój Pan dostał ocenę doskonałą nie wiem jak ten drugi, w każdym razie chyba dobrze go pokazałam , bo Pani mnie ściskała powiedziała, że zimą znowu przyjedziemy na wystawę i znowu będę prezentowała Pana...
22.JPG
33.JPG
44.JPG
55.JPG
11.10.2010 o godz. 12:32

A to dzisiejszy jesienny spacerek po kolorowej już łące...
1.JPG
2.JPG
3.JPG
4.JPG
5.JPG
01.10.2010 o godz. 12:12

a tu sprzątamy z Panem kiedy Pani jest w pracy...
2.JPG
01.10.2010 o godz. 12:02

Kochani, dawno mnie nie było-ale dzisiaj robiłam porządek w zdjęciach i spójrzcie jakie byłyśmy z Gabryśką małe...
1.JPG
Tagi: wspomnienia
01.10.2010 o godz. 12:00

Moi Drodzy,
muszę Wam coś napisac- bo nOrmalnie nie wytrzymam...
Jak wiecie nasza Gabryśka ma już prawie półtora roku-kocham ją przeogromnie- to na moim grzbiecie mała opierała się robiąc pierwsze kroczki, to ze mną dzieliła się swoimi pierwszymi chrupkami ( ja z nią swoimi oczywiście też) to na mnie trzyma rączkę zwieszoną z łóżeczka kiedy zasypia- a ja cierpliwie czekam aż maluszek zaśnie.
W kazdym razie Gabryśka zaczyna powoli mówic - niestety ku rozpaczy Pani jej pierwszym słowem nie było MAMA ani nawet TATA ale dziwnie brzmiące słowo TAPU. Co prawda moja Pani jako najmądrzejsza na świecie (przynajmniej ona tak myśli:))szybciutko wytłumaczyła sobie, że TAPU oznacza PAPU i stale zapychała Gabryśkę biszkoptem.
Słowo Tapu towarzyszyło nam dośC długo i dośC długo było jedynym słowem Gabi, w końcu doszłY też wyczekiwana MAMA I TATA, więc wszyscy się uspokoili, jednak TAPU było z nami dalej, zwłaszcza w okresach szczególnego smutku Gabryśka darła się TAPU, TAPU!!!, na co oczywioście natychmiast dostawała biszkopta czy też innego chrupacza.
Dzisiaj, wszyscy huśtaliśmy się na huśtawce w ogrodzie (tzn Pani huśtała się z Gabryską a ja Melba i Yeti łapaliśmy trochę słońca pod huśtawką)--w każdym razie Pani postanowiła nauczyc małą naszych imion - NARESZCIE
-To jest Yeti- mówiła wskazując grubego- Gabi powtórzyła Tei i wszyscy byliśmy zachwyceni najbardziej oczywiście Yeti:)
-następnie Pani wskazała Melbę- to Melba- Mela powtórzyła Gabi- wredny francuzik spuchł z dumy...
- teraz przyszła kolej na mnie to jest Kamiga- sylabizowała Pani- w tym momencie Gabryśka pokręcIła przeczącą głową i wskazując na mnie paluszkiem powiedzieła TO JEST TAPU!!!!
Wyobrażacie sobie ludzie?!- myślałam, że mi serce pęknie ze wzruszeniA- czyli nie żaden głupi biszkopt tylko ja....
Nigdy w życiu nie czułam się bardziej kochana i potrzebna- żegna się z Wami wzruszony i szczęśliwy TAPU KAMIGA:):)
Tagi: Tapu
10.05.2010 o godz. 23:13

Kochani, dawno nie pisałam ale roboty miałam od groma- normalnie nie wiem w co łapy włożyć.
No to po kolei
Przyszła wiosna a wraz z nią moja pierwsza cieczka- kawalerów ustawiło się w kolejce pod siatką co niemiara- nawet taki rudy z grzywką wpadł mi w oko- Pani ich przepędza, więc ja mu mrugam, żeby wrócił...
No i czekam, czekam- buldogi już śpią a ja stoję na podwórku jak ta Penelopa, Pani marudzi, że późno a ja wciąż mam nadzieję
Nagle widzę--- najpierw grzywka- potem mój ukochany.., trochę kuleje, chyba tłumaczył po drodze chłopakom ze wsi, że nie toleruje poligamii.
Ja szybciutko zabrałam się do wyginania siatki od swojej strony "z grzywką" od swojej- już nawet kilka razy dotknęłam go łapą:) no i... chyba się domyślacie co się stało...
Wyszła moja Pani, myślę zaraz go jej przedstawię, może nawet z nami zamieszka w końcu cały czas słyszę, że po prostu jej niezbędny czwarty pies... a ona jak za przeproszeniem "wariat" krzyku narobiła, obudziła Pana, buldogi, że już nie wspomnę o Gabryśce no a "z grzywką" jak zobaczył taką szaloną rodzinę to dał nogę.
Wcale mu się nie dziwię, że nie chciał się wżeniać do domu wariatów.
Teraz ja mam złamane serce, Yeti się ze mnie wyśmiewa, Gabryśka nie wie czemu jestem smutna, Melba jak zwykle nic nie kuma a Pani ta jak zwykle z grubej rury- zmieniła płot na drewniany i mówi do mnie uśmiechnięta- no to teraz zapraszaj chłopaków:)
lato 001.jpg
lato 003.jpg
Tagi: wiosna
30.04.2010 o godz. 12:46

Pierwsze próby nieudolnej postawy wystawowej za nami na szczęści przerywane drzemką i zabawą z Yetim:)
zdjęcia stare 435.jpg
zdjęcia stare 436.jpg
zdjęcia stare 437.jpg
zdjęcia stare 438.jpg
zdjęcia stare 440.jpg
zdjęcia stare 441.jpg
zdjęcia stare 444.jpg
Tagi: rosnę Rosnę
23.01.2010 o godz. 11:48

No to mamy za sobą święta...Były prezenty, mikołaj, pięknie przystrojony dom i choinka...celowo piszę w czasie przeszłym...
Prezent dostałam, mikołaja nie tknęłam a jeśli chodzi o resztę...
Pani kupiła jakiś super wąż świetlny ledowy (cokolwiek by to miało znaczyć) i okręciła nim słup przed domem, rzeczywiście świecił pięknie, kiedy Pani już ściągała wieczorem mnie, Melbę i Yetiego z podwórka po prostu chciałam zabrać wąż ze sobą (przecież na pewno ktoś ukradnie taki piękny świecący wąż)ten jednak nie chciał się oderwać od słupa, więc po prostu odgryzłam go od wtyczki żeby przestał świecić (wtedy nikt nie zobaczy, że mamy taki fajny wąż i na pewno go nie ukradnie:)-jak zwykle ja muszę myśleć za wszystkich w tym domu- niestety następnego dnia wąż już się nie zaświecił...chyba się zepsuł...i mamy teraz taki smętny wiszący wąż na słupie- ale cóż takie badziewie teraz sprzedają...
Choinka jest jak najbardziej, tylko trochę ją "podgoliłam" od dołu, tak żebym mogła się pod nią położyć- ale jak już "podgoliłam" to stwierdziłam, że nie będę tam leżeć, próbowałam upchnąć tam kota ale on oczywiście jak zwykle miał inny pogląd na ten temat, więc cała robota poszła na marne -choinka od dołu łysa a nikt pod nią nie leży- liczę jeszcze na Pana, bo widzę, że popatruje w tamtą stronę, kiedy Pani ochrzania go za nieumyte gary...
30.12.2009 o godz. 21:15

Trochę mi głupio, bo nic Wam nie napisałam o jeszcze jednym mieszkańcu naszego zwariowanego domu. A okazało się, że ona czyta bloga i zrobiło jej się przykro, że nic o niej nie wspomniałam.Moje pobudki były jasne mądrzy ludzie mówią: skoro masz pisać źle nic nie pisz...., no ale ona się upiera a w końcu mieszkamy pod jednym dachem- ,więc proszę bardzo:
Cytryna jest kotem rasy devon rex- jest taka łysa/nie łysa i każdy łącznie z nią samą zastanawia się czy na pewno jest kotem.Prosiłam ostatnio Pana, żeby nie pozwalał jej wychodzić z domu- okoliczni ludzie i zwierzęta uznają ją za chorą, będą ją przezywać i będzie jej przykro. Cytryna nie jest chora- ten typ po prostu tak ma- jest okazem zdrowia i ostoją wszelkich przywilejów. A mianowicie- załatwia się w domu, nikt nie ciąga jej na uciążliwe długie spacery - po których Pani pyta całą trójkę czyli mnie , Melbę i Yetiego-i co szcześliwe wybiegane psiaki? a my uśmiechamy się jak idioci, no bo jak można być nieszcześliwym po godzinnym brodzeniu po błotach w deszczu i jeszcze przynoszeniu jakiś tandetnych zabawek, które Pani rzuca i wariuje z radości kiedy, ktoś z nas jej przyniesie- za każdym razem losujemy, kto tym razem udaje szczęśliwego, żeby reszta nie musiała się męczyć, a, że Pani kocha te spacery- wychodzimy z nią...
Ponadto Cytryna sypia w łóżku , co prawda ja też sypiam ale ona to robi na tak zwanym "legalu" a ja na "nielegalu" .
Nie jest czesana- bo co tu czesać...
Nie jest też uczona postawy wystawowej - bo za przeproszeniem- co tu wystawiać...
Chciała to napisałam- mam nadzieję, że będzie zadowolona.
19.11.2009 o godz. 16:28

Można powiedzieć, że się zaklimatyzowałam...
Dałam Yetiemu w łeb, zjadłam wczoraj Melbie kolacje zanim jaśnie Pani zdążyła do niej podejść, zjadłam Gabrysi nową książeczkę i można by tu dużo wymieniać- czuję się jak u siebie.
Najbardziej lubię wieczory, kiedy siadamy sobie z Panią i Panem przy kominku, rozwrzeszczana Gabryśka śpi a Yeti i Melba są jeszcze w ogrodzie, kilka dnia temu, Pan rozpalił kominek, następnie przyniósł drewno- napchał go w tą dziurę pod kominkiem, żeby za każdym razem nie biegać po nową dostawę -zrobiło się miło i rodzinnie a potem Pan i Pani zaczęli się kręcić po domu, wołać moje imie, potem Pan wyszedł i godzinę chodził po polach dalej mnie wołając i szlag trafił miły wieczór, kiedy już zrobiło mi się gorąco wylazłam z pojemnika na drewno a Pani mi powiedziała, że jestem wariat...Co prawda to nie ja chodzę i krzyczę po polach w deszczu po nocy ale oczywiście ja jestem wariat...Pan kiedy wrócił cały zmoknięty i mnie zobaczył powiedział, że on się już nigdy na żadnego psa nie zgodzi.
No, chociaż tyle- zrozumiał, że zepsuł nam wieczór łażąc i drąc się po okolicy- i obiecał mi, że nie będzie kolejnego psa i bardzo dobrze- patrząc na Melbę i Yetiego aż boję się pomyśleć co by tym razem do domu przywieźli.
19.11.2009 o godz. 15:25

A u nas mnóstwo nowości.
Byłam na szczepieniu. Pani przez całą drogę powtarzała mi, że będzie super- wcale nie było- mam nadzieję, że następnym razem sama nadstawi pupę a uśmiechnięty Pan doktor wbije w nią strzykawę wielkości mojej łapy- było strrrasznie. Ale wiadomo jestem dzielna- dostałam smakołyk-prawie nie płakałam- ale mówcie mi do jasnej ciasnej szczerze- czy będzie fajnie czy niefajnie - przecież ja się zdążyłam nastawić a tu klops- no nic znowu musiałam jej wybaczyć...
Zapytałam wczoraj panią skąd to moje dziwne imie- KAMIGA skoro w rodowodzie miałam o wiele bardziej godne mnie-Ice Princess Adea- może być nawet spolszczone Księżniczka ale nie Kamiga....
Pani wytłumaczyła KA-MI-GA to pierwsze sylaby imion pani, pana i Gabi. Ale sobie wymyślili.
Powiedziała też, że ja teraz należę do rodziny- muszę chyba trochę przestać wyzywać ich od wariatów z dużymi głowami, bo skoro należę do nich to też tak jakbym była....ale wiadomo- nie jestem.
Codziennie urządzamy sobie z panią, krótkie sesje szkoleniowe- potrafię już siadać, leżeć, trochę się turlać i trochę a może bardzo trochę dostawiać się do nogi- chociaż pani mówi, że jestem najmądrzejsza na świecie- zawsze jest kupa śmiechu i smakołyków- nawet lubię tą moją Panią...
Zrobiło się zimno i postanowiłam przestać wyprowadzać panią na spacer- niech nie marznie kobita- będę załatwiała się w domu jak prawdziwy członek rodziny- dzisiaj im o tym powiem.
05.11.2009 o godz. 10:39

Rano poznałam ich wszystkich- no to po kolei.
Gabrysia- Pani mówi , że to córeczka- ma dziewięć miesięcy, dużą głowę i jest jednym z najbrzydszych szczeniaków jakie widziałam.
Yeti- buldog angielski- to już dorosły facet, też ma dużą głowę (dziwna rodzina)ale jest fajny,
Melba- buldożek francuski, nieładna, niesympatyczna- od razu mi powiedziała, że to ona tu szefuje- Yeti mimo, że dziesięciokrotnie większy tylko uśmiechnął się do mnie przepraszająco- wiadomo facet- pantoflarz.
Jak już wspominałam Pani jest dziwna, chwali mnie i daje smakołyk za każdą kupkę i siusiu, które zrobię w ogródku.Przedwczoraj postanowiłam zrobić jej niespodziankę- kiedy bawiła się z Gabi zakradłam się po cichutku do sypialni i zrobiłam dwie śliczne kupy (a zrobienie dwóch kupek wymaga od szczeniaka nie lada poświęcenia- jednak, wiadomo liczyłam na podwójną nagrodę)- skoro Pani tak je lubi niech ma a co mi tam.
Jak się pewnie domyślacie Pani sprzątnęła moje prezenty nawet nie patrząc w moją stronę- do tej pory jest mi przykro, ja tu do niej z sercem a ona tak mi się odpłaca...
Gabryśka jest fajna- daje mi chrupki kukurydziane - chętnie zjadam, dała mi też dwa swoje smoczki, także chętnie pogryzłam, też dałam jej swojego chrupka ale Pani jej wyrwała-małpa-pewnie sama zjadła.
Pani wczoraj stwierdziła- zmieniamy karmę, bo ta jest na kurczaku a ma być na łososiu, bo po tej się drapie. Co za człowiek- przecież ja nie drapię się przez kurczaka, tylko dlatego, że mnie swędzi...dobra, postaram się mniej drapać- a karma oczywiście zmieniona- nic nie mam w tym domu do powiedzenia! To teraz dopiero zacznę się drapać- na złość.
Wczoraj przed pójściem spać Państwo zachwycali się jakimś super telefonem, który Pan dostał w pracy, kiedy zasnęli okazało się, że do telefonu przyczepił się jakiś kabelek, który był wciśnięty do kontaktu- szybciutko go przegryzłam, żeby Pan nie miał problemów z wzięciem go do pracy.
Rano Pan powiedział do Pani, że nie chce z nią gadać i jest wkurzony. Pan chyba myśli, że to Pani przegryzła ten kabelek. No dobra, tym razem się nie przyznam niech Pani też ma coś od życia tym bardziej , że jeszcze podsłuchałam, że w nagrodę może kupić Panu nową ładowarkę i to natychmiast- Szczęściara!


zdjęcia stare 399.jpg
30.10.2009 o godz. 18:03

Jestem szczeniakiem springer spaniela angielskiego.
Urodziłam się 13 sierpnia w hodowli Adea u Pani Renaty pod Rzeszowem.
Było tam naprawdę fajnie.
Była mama, rodzeństwo, Pani Renata, kupe śmiechu i zabaw- do czasu...
W niedzielę zobaczyłam ich po raz pierwszy...
Pani - skakała, podnosiła mnie i rodzeństwo do góry-normalnie wariatka.
Pan trochę spokojniejszy- cały czas mylił mnie z siostrą - no dobra chociaż nie piszczał jak wariat.
Fajnie, fajnie- pomyślałam ale ta uciążliwa wizyta mogłaby już zbliżać się ku końcowi.
Ku mojemu zdziwieniu Pani Renata zaczęła mnie przytulać- pomyślałam, przecież to oni wyjeżdżają...
Otóż, błąd...nawet nie wiem kiedy zapakowali mnie w żółty kocyk i wsadzili do samochodu.
Od tego czasu minęło pięć dni oj działo się - posłuchajcie:
Jechaliśmy i jechaliśmy na moje oko z siedem godzin.
Kiedy przybyliśmy na miejsce Pani znowu zaczęła podskakiwać (no nie, ona jest chyba niewybiegana)
Pan pożegnał się z opiekunami jakiejś Gabi a mi obiecano, że jutro poznam Melbę, Yetiego i Gabi- w nosie to mam pomyślałam-chce do domu!!!!
W nocy wzięli mnie do łóżka- przytuliłam się i nie było tak najgorzej...



30.10.2009 o godz. 14:57
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 11 godzin 33 minuty
  • Napisanych notek: 20
  • Komentował: 1 razy
  • Zebranych komentarzy: 15
  • Ostatni wpis: 17.05.13, 15:01
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 64673 razy
  • Ilość avatarów: 1
  • Ilość zdjęć: 30
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 18
  • Ostatnie logowanie: 17.05.13, 14:43
  • Ostatnio odwiedzili: swiat-Gibsona, tatuaze-wzory, Mihol, merdacze, mikuszka, majlajf, xxxMarysoolxxx